WYPĘDZENI W DUCHU POKOJU I WOLNOŚCI

Ma inne zmartwienia. Po pierwsze, musi walczyć o ponowną elekcję Nicolasa Sarkozy’ego, bo jeśli nie zostanie on wybrany, runie jej plan zdominowania krajów Unii Europejskiej przez Niemcy i Francję, jako że bez Francji – a to może się zdarzyć, gdy zwycięży socjalista Hollande – nie da się przeprowadzić imperialnych planów Berlina. Nie będzie na to zgody. Chociażby dlatego, że Francuzi nie pałają miłością do Niemców i mają znacznie większe od Berlina wpływy na południu Europy.

Drugi problem Merkel to zdobycie, a przynajmniej zachowanie dotychczasowego elektoratu, do którego należy wciąż liczna rzesza tzw. wypędzonych i ich potomków oraz pociotków, nie wyłączając tzw. późnych przesiedleńców, takich jak owa Niemka z Nart. Nic dziwnego, że pani kanclerz wzięła udział w dorocznej imprezie Związku Wypędzonych Eriki Steinbach, podczas której przypomniała o cierpieniach Niemców pozbawionych swego Heimatu. Obejrzała również najnowszą wystawę zorganizowaną przez Centrum przeciwko Wypędzeniom zatytułowaną „Heimat WEH” („Tęskonota za ojczyzną”) i podziękowała Erice Steinbach za gotowość „pojednania i szukania prawdy”, dzięki czemu wypędzeni przyczyniają się do wzmocnienia wspólnoty europejskiej w duchu pokoju i wolności.

Pani kanclerz zauważyła, że miliony ludzi doznały bezprawia i ta prawda powinna być przekazywana z pokolenia na pokolenie, gdyż „ta niesprawiedliwość jest częścią naszej historii”. Merkel raczyła zauważyć, że Niemcy też nie są bez winy, no bo wywołali wojnę, ale nie zatrzymywała się dłużej na tym drobnym incydencie w tysiącletniej historii narodu germańskiego, bo nie ma takiej potrzeby. Niemcy dziś trzęsą Europą i nie będą sobie psuć humoru takimi zaszłościami. Oni są tacy uczuciowi i tęsknią za Heimatem, który miał być wielki, a jest tylko średni, nie większy od Polski – to niesprawiedliwe. Ale w duchu pokoju można odzyskać utracone, nad czym pracuje usilnie Angela Merkel i jej naród.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: