Polski reset z Rosją

Za wszelką cenę

Do 2007 r. dominował pogląd, iż polska racja stanu polega na aktywnym wspieraniu wszelkich działań demokratycznych na Wschodzie i wzmacnianiu ambicji integracyjnych państw tego regionu ze światem zachodnim. Na przełomie lat 2007 i 2008 ten paradygmat polityki zagranicznej uległ totalnej zmianie. Rządząca koalicja PO–PSL uznała, że należy odejść od imponderabiliów polskiej polityki zagranicznej na Wschodzie, zerwać z ambitną polityką wspierania prozachodnich przemian i zaakceptować Rosję taką, jaka jest, w nadziei na szybkie profity gospodarcze oraz wizerunkowe korzyści z rzekomego pojednania na scenie wewnętrznej.

Polityka koalicji PO–PSL zerwała zatem z polityką historyczną, rzetelnym wyjaśnieniem zaległych problemów, w tym kwestii katyńskiej. Zaprzestała wspierania Ukrainy i Gruzji w dołączaniu ich do struktur zachodnich. Zaakceptowała trapową instytucję, jaką jest Partnerstwo Wschodnie, zmierzające donikąd. Spolegliwie przyjęła niekorzystny i najdroższy w Europie kontrakt gazowy. Skapitulowała wobec Rosji w sprawie wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Aby uwiarygodnić się następnie w oczach Rosji, dyplomacja polska schłodziła również nasze relacje ze Stanami Zjednoczonymi, wycofując się ze współpracy na Bliskim Wschodzie i zajmując podejrzliwe i sceptyczne stanowisko wobec koncepcji tarczy antyrakietowej.

Polski reset z Rosją nie przynosił jednak istotnych sukcesów. Wydaje się, że Rosjanie uznali, iż wycofanie się Polski z aktywnej polityki na Wschodzie było naturalnym przyznaniem się do roli przedmiotowej, właściwej dla kraju o naszym potencjale. Polskie zabiegi o rosyjskie względy nie zostały w takim razie niczym wynagrodzone.

Zadziwia więc, iż zamiast dokonać realistycznej oceny nieudanej polityki, obecna władza polska brnie nadal w proces wasalnych gestów wobec Moskwy. Bo chyba tak należy określić politykę zmierzającą do wprowadzenia w życie umowy o małym ruchu granicznym z...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: