Groźna franciszka

Poza czasem

Franciszka. Smukła, ostra i niebezpieczna. Zapragnąłem jej. Z pomocą kolegi udało się ją „zdobyć”. Moja fascynacja bronią miotaną trwa. Za sprawą Janiego próbuję machać procą pasterską, dzięki Arturowi mam okazję porzucać do celu różnego rodzaju nożami, mój zbiór „latających” siekierek też się powiększa. Ostatnio ze zgrozą skonstatowałem, że wśród tomahawków brakuje mi najbardziej znanego europejskiego toporka do rzucania – franciszki (właściwie „franciski”). To przedziwna siekierka. Moje pierwsze z nią spotkanie miało miejsce na imprezie w ruinach dolnośląskiego zamku Bolczów. Trzy dziwnie wygięte ostrza osadzone pod dziwnym kątem na trzonkach leżały nieopodal postawionego na kozłach pieńka. Domyśliłem się, że to cel. Podniosłem te brzydactwa z ziemi i zacząłem rzucać. – Może i brzydkie, ale skuteczne – pomyślałem wówczas. Masywne ostrze zakończone charakterystycznym kapturkiem, osadzone na krótkim, wygiętym toporzysku, było ulubioną bronią Franków, używaną od IV do
     
31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze