Amerykańska historia potrójnego axla

Brzydule nie mogą grać nawet brzyduli, bo je wyręczą ślicznotki z parciem na ekran. Theron nie odpuściła roli morderczyni w „Monstrum”, teraz Margot Robbie, gwiazda „Wilka z Wall Street”, gra Tonyę Harrding. Łyżwiarkę figurową o twarzy cwanej przekupy, gotową łamać nogi rywalce do medalu, Nancy Kerrigan.

Cóż może być ciekawego w tak koszmarnej historii?! A Gillespie zrobił kino inteligentne i zabawne. Poszedł nie tyle za rekonstrukcją wydarzeń, ile za ich bohaterami. Pozwolił im wspominać, blagować, udawać, atakować. I wreszcie osądzać świat, czyli wymierzać mu część szemranej, stronniczej, sprawiedliwości. Tonya mówi o rywalce jak Ryszard III o swoich ofiarach. Filmowe dialogi sporządzono na podstawie nagrań zeznań i wywiadów. Normalny człowiek nie wysnułby z siebie czegoś takiego. No, może polityk. A mistrzowsko dobrani aktorzy oddają cechy pierwowzorów.

Tu wszyscy są dobrzy, tzn. odrażający. Matka sadystka i weredyczka, która teoretycznie chce dobrze, bo pcha córę do wielkości. Mąż – damski bokser, kolega męża blagier i nieudacznik, który snuje intrygę zamachu i wyciąga rękę po kasę. Egzekutor, tchórz umierający z przerażenia. Cyniczny menago…

Wreszcie sama Tonya. Talent łyżwiarski zaklęty w cielsku grubaski. Jej powód do chwały, potrójne axle, nie są, powiedzmy, figurowe, tylko siłowe. Kiedy oryginalna Tonya kręci na końcowych napisach te mordercze piruety, widownia chichocze.

To jest dramat. Prostaczka ma talent, ale nie ma kasy ni klasy. Źle wygląda, źle się ubiera, daje z siebie wszystko, ale i tak odejmują jej punkty, jakby tańczyła pod wiatr. Ma poczucie krzywdy. Buntuje się, symuluje chorobę, albo żeby wymusić zezwolenie na powtórkę ewolucji, luzuje sznurowadło. Ta przeklęta, fałszywa Nancy! Cóż, atak na niesłusznie faworyzowaną rywalkę to jedyne wyjście.


Jestem najlepsza. Ja, Tonya
Craig Gillespie
USA 2017
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: