Oj chmielu, chmielu...

Polscy odtwórcy okresu średniowiecza dali się poznać w świecie jako świetni znawcy epoki. Wojownicy spuszczają łomot przeciwnikom na europejskich polach bitew, szkutnicy budują repliki łodzi, które kupują od nich skandynawskie muzea, rzemieślnicy tworzą broń, biżuterię i przedmioty codziennego użytku, które cieszą się uznaniem wśród współczesnych wikingów. W jednym tylko pozostajemy w tyle, w… śpiewaniu.

Kilka lat temu na woliński plac budowy zabłądziła grupa młodych „wikingów” ze Szwajcarii. Znaleźli zatrudnienie przy budowie naszej chaty (przyszłej siedziby nieformalnej grupy rzemieślniczej, znanej na Wolinie jako Imperium). Pracowali chętnie i dobrze, dlatego od tamtej pory zawsze są miłymi gośćmi w imperialnych progach. Co roku, podczas letniego festiwalu Słowian i Wikingów, organizujemy dla „naszych Szwajcarów” wieczerzę, w trakcie której dumni Helweci mają okazję popróbować specjałów polskiej kuchni, a w zamian za te rozkosze podniebienia raczą nas... śpiewem. Noel, Anaël, Aurélie, Hjalmur i Yannick nie są może Chórem Aleksandrowa, ale ich pieśni śpiewane a cappella porywają prostotą, urokiem i rytmem. Szwajcarzy tłumaczą nam z francuskiego słowa tych – najczęściej kilkusetletnich – utworów. To proste historie o miłości, zdradzie, wojnie i zadośćuczynieniu. Tradycyjna tematyka żołnierskich pieśni, niezależnie od czasu i miejsca. Chcemy czasem zrewanżować się naszym gościom i próbujemy śpiewać. Niestety, repertuar świeckich, historycznych pieśni obejmuje takie hity jak „Oj, chmielu”, „Lipka”, „Pieśń o żołnierzu tułaczu” i niewiele więcej. Staramy się repertuar poszerzać, ale napotykamy opór. To chyba odwieczna tradycja – nie potrafimy czerpać radości z chóralnych popisów, znamy tylko pierwsze zwrotki kilku pieśni, a każda impreza śpiewacza musi przejść przez żenujące wykonania „Sokołów”, „Pierwszej Brygady”, aby zakończyć się na kanonie „Pije Kuba do Jakuba”...


Słowiański beat
Honoru polskiej...
[pozostało do przeczytania 32% tekstu]
Dostęp do artykułów: