Niemiecko-polski biznes stulecia

Międzynarodowa awantura o nowelę ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej ujawniła, jak boleśnie mści się brak dbałości o prawdę historyczną i upowszechnianie tej prawdy na świecie.

W tych dniach świętowaliśmy 40-lecie powołania Wolnych Związków Zawodowych. Bez odwagi i doświadczenia działaczy WZZ nie byłoby zwycięskiego strajku w sierpniu 1980 r., a bez Solidarności, komunizm nie zawaliłby się tak szybko.

Fenomen samoograniczającej się rewolucji to geniusz Joanny i Andrzeja Gwiazdów, Anny Walentynowicz, braci Wyszkowskich, Andrzeja Kołodzieja i tych nielicznych, którzy do artykułowania wolnościowych i niepodległościowych dążeń wybrali jedno narzędzie – niezależne od reżimu wolne związki zawodowe. Zdumiewało to obserwatorów na całym świecie. Wybitni socjologowie pisali o tym rozprawy, podziwiali to znawcy procesów społecznych i politycznych. Jednak w pamięci zbiorowej jest jednoosobowy pogromca komuny – Lech Wałęsa z filmu Wajdy. A przecież zwycięstwo sierpniowego strajku nie nastąpiło dzięki Lechowi Wałęsie i doradcom, lecz niejako na przekór im. To potem dynamika zdarzeń ich poniosła i podpisanie porozumień odbyło się z ich udziałem. Kolejne przekłamanie, które z każdym rokiem będzie coraz trudniejsze do odkręcenia, to podmianka symboli. Świat jest przekonany, że to nie Solidarność i stocznie Wybrzeża, lecz zburzenie muru berlińskiego otworzyło drogę do upadku bloku sowieckiego i przemian w Europie. Ponieważ o jedną z najpiękniejszych kart naszej historii nie potrafiliśmy zadbać, więc symbol ten skwapliwie zagospodarowali Niemcy.

Karygodna niechęć, nieumiejętność opowiedzenia światu o naszych dziejach umożliwiła naszym sąsiadom zrealizowanie najbardziej krzywdzącej podmianki. Niemcy podzielili się z nami odpowiedzialnością za zbrodnie Holokaustu, a jednocześnie ukradli nam symbol demontażu komunizmu.
 
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: