Z Węgier dobrze widać

FILM [GRZESZNIK I SZNURÓWKI ANIOŁA]

„Księżyce Jowisza” bronią się jako dokument, fantastyka, obraz filozoficzny, warsztatowy majstersztyk. Mundruczó, as węgierskiego kina niezależnego, pokazał ten obraz w Cannes 2017. Wygrał nim Festiwal Fantastyczny w Sitges, pomyślany dla stricte gatunkowych dzieł jak „Maska”, ale dający też szansę naszemu Majewskiemu („Lokis”), Szulkinowi („Oczy uroczne”), Kolskiemu („Grający z talerza”). Mundruczó nie lawiruje między pop i high, gra jednym i drugim. Gdy pokazuje uchodźców forsujących granicę, stłoczonych z kurami w ciężarówce, tonących, biegnących przez błota i zarośla – sięga poziomu rekonstrukcji „Dunkierki” i „Szeregowca Ryana”. Postrzelony uciekinier Ayran, lewitujący niczym anioł, to już metafizyczne kino efektów. Obóz dla awanturniczych uchodźców, wymagających opieki, przegranych – reprezentuje tu kino społeczne. No a Stern – zapity, zapuszczony lekarz/łapówkarz, przemycający owych nieszczęśników do Budapesztu – gdy zaopiekuje się Ayranem, zostanie
54%
pozostało do przeczytania: 46%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze