Życie wśród drzew

„Nie mówiłbym tyle o sobie, gdybym kogoś innego znał równie dobrze” – Henry David Thoreau, „Walden”.


Zaczęło się od kozy. Konkretnie – piecyka typu koza. Stał (stała?) samotnie przed moim warsztatem. – Chcesz? – zapytał Bartek, sąsiad. Chciałem. Taki mobilny kominek to gratka, szczególnie gdy w planach...

Powiedziałem Bartkowi o kolejnej ziemiance, którą chcemy zbudować. Pół roku temu pisałem o Towarzystwie Budownictwa Leśnego, pamiętasz, Drogi Czytelniku? Po szałasach i ziemiankach, które zostały zasiedlone przez bardziej potrzebujących alternatywnych recycling-managerów (innymi słowy: bezdomnych złomiarzy) nasza grupa postanowiła zrobić terenowe lokum dla siebie. Na prywatnym terenie, legalnie. Koza została katalizatorem. Sprawy nabrały przyspieszenia. Dziwnym zrządzeniem losu okazało się, że możemy pomóc w oczyszczeniu pewnego składu drewna, pobierając zapłatę w tymże drewnie.

Problematyczne wydawało się jedynie zebranie odpowiedniej grupy w jednym miejscu w dogodnej dla wszystkich porze. Jesteśmy ludźmi aktywnymi zawodowo, więc padło na sobotni poranek, porę, którą ludzie aktywni zawodowo lubią spędzać nad wyraz biernie. O dziwo, udało się. Grupa zadziałała sprawnie, niepotrzebne przed chwilą drewno przewiezione na „plac budowy” szybko awansowało na pełnoprawny budulec. Po kilku godzinach dół w ziemi miał już ściany i więźbę dachową. Kilka dni później pierwsi chętni nocowali już w ziemiance, przy wesoło buzującej kozie, która dzielnie sprawdza się w rolach piecyka, kuchni i kominka.

W następną sobotę spotkaliśmy się w zgoła odmiennych okolicznościach: w śródmiejskiej kawiarni odbywał się wieczór promujący książkę „Woodcraft” George’a W. Searsa. Oglądaliśmy traperskie noże i siekiery, a w toku dyskusji zgadało nam się o XIX-wiecznych amerykańskich transcendentalistach, którzy głosili ideę powrotu do natury i ucieczki od cywilizacji.

Pozostali goście kawiarni nie...
[pozostało do przeczytania 38% tekstu]
Dostęp do artykułów: