Rany goją się powoli. Z dr. JAROSŁAWEM SZARKIEM, prezesem IPN, rozmawia WOJCIECH MUCHA

Ukraina jest naszym sąsiadem i musimy mieć w miarę dobre relacje. Nie porozumiemy się w sprawie Wołynia, ale są kwestie, w których możemy się spotkać – mówi dr Jarosław Szarek.

Kto w Polsce prowadzi politykę historyczną na arenie międzynarodowej? Utożsamiana jest w znacznym stopniu z działalnością IPN.
Przez lata zajmowały się tym różne instytucje i nie ma jednego ośrodka, który pełniłby tę funkcję. Oczywiście robi to także IPN.

Pytam, bo widzę tę „teoretyczność państwa”, o jakiej w czasach słusznie minionych mówił minister Sienkiewicz – każdy robi po swojemu, bez koordynacji. IPN robi jedno, MSZ drugie, prezydent trzecie, minister kultury i dziedzictwa narodowego jeszcze coś innego. Jak ostatnio w przypadku relacji polsko-ukraińskich.
To jest ocena pana redaktora. Mogę odpowiadać tylko za IPN. Politykę historyczną można prowadzić na różnych szczeblach. A za granicą najlepiej prowadzić ją poprzez przyjazne sobie środowiska, instytucje, polityków, a także rodaków mieszkających poza granicami. Wszyscy oni mogą być naszymi ambasadorami.

Jakich mamy ambasadorów na Ukrainie?
IPN od lat współpracuje z ukraińskimi naukowcami, archiwistami. Zaraz ukażą się dwa tomy zawierające 1500 stron dokumentów po polsku i po ukraińsku, poświęcone zwalczaniu i rozbiciu przez bezpiekę podziemia OUN-UPA w Polsce. Nie zapominamy oczywiście o Polakach mieszkających na Ukrainie.

Skoro jest tak wspaniale, to czemu jest tak źle? Nasze stosunki są najgorsze od wielu lat. Właśnie ze względu na historię.
Podszedłbym do tego inaczej, rzeczywistość jest bowiem bardziej skomplikowana, niż widzimy w mediach. Fatalne stosunki z Ukrainą dotyczą upamiętnień i ekshumacji, a ostre słowa, które padają ze strony ukraińskiej, dotyczą pewnych osób, które nie odgrywają kluczowej roli w Kijowie.

Tak, na przykład Wiktor Juszczenko, człowiek,...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: