Smoleńsk: mogli ocalić prezydenta

Dodano: 21/02/2012 - Nr 8 z 22 lutego 2012

Przygłupy na pasie Niebezpieczne sytuacje na płycie lotniska Siewiernyj, po których pas startowy powinien zostać czasowo wyłączony z użytku, rozpoczęły się już półtorej godziny przed katastrofą. O godz. 7.12 czasu polskiego – tuż przed lądowaniem Jaka-40 – zagrożenie dla naszego samolotu spowodowali niezidentyfikowani dotychczas żołnierze rosyjscy lub funkcjonariusze Federalnej Służby Ochrony (FSO). „K..., żołnierze! K... twoja mać!” – denerwował się Paweł Pliusnin, kierownik lotów na wieży w Smoleńsku. Chwilę później kontrolerzy przygotowujący się do przyjęcia Jaka-40 krzyczeli: „Dzwoń do Kowaliowa, niech...”, „Żołnierzowi powie się w prawo niech... Zawołaj Kowaliowa, powiedz w prawo ochronę...”, „Sierioża, ja cię, k..., zabiję! Ci żołnierze znowu są na pasie, kurde! Ale ty... na progu, jest z nimi łączność?”, „Odsuń ich w prawo”, „W prawo ich odsuń, żeby nie przeszkadzał”. W tym czasie wieża rozmawiała z załogą polskiego jaka, która przygotowywała się do rozpoczęcia
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze