Czy chrześcijanie mogą ocalić Europę?

Co dziś nie znajduje się w kryzysie? Starczy przejrzeć dowolną gazetę, ba, pogadać z sąsiadem, by zobaczyć, jak mocno słowo „kryzys” wgryzło się w nasze myślenie. Niebezpodstawnie.


Tak, mamy poważny kryzys Cywilizacji Zachodu. Nie tylko Unii Europejskiej. To również kryzys europejskiego chrześcijaństwa, które boryka się ze spadkiem liczby wiernych (choć to trudno jednoznacznie mierzyć), upadkiem obyczajów, z niedostatkiem autorytetów. Michel Onfray, jeden z czołowych francuskich filozofów ateistów, stwierdził, że „judeo-chrześcijańska cywilizacja jest martwa”. W kontekście Polski taka teza wydaje się nie do przyjęcia. Kościoły są wciąż żywe, a religia dla wielu rodaków jest najważniejszym elementem porządkującym życie; daje wskazówki, z czym w pokorze trzeba się pogodzić, a z czym należy walczyć. Choć są lewicujący krytycy religii, twierdzący, że polska, katolicka, ludowa, maryjna religijność jest płytka, rytualna, pozorowana – w sumie zatem niewiele warta.

Kryzys Zachodu jako tło komunikowania Ewangelii
Pismo Święte dla chrześcijan jest zbiorem zasad, którymi należy się w życiu kierować. I właśnie w rozchwianiu zasad często upatruje się źródeł kryzysu Zachodu. Ale czy do kryzysu tego w jakiejś mierze nie przyczyniła także się komunikacyjna nieporadność wierzących – i tych „prostych”, i wyrafinowanych teologów – w warunkach internetowego infozgiełku? Jak często w obliczu tego zgiełku wierni kapitulują? Jak komunikować Ewangelię, aby jej przekaz nie rozmywał się w gąszczu komunikatów, jakimi jesteśmy bombardowani co dnia? Co Europejczycy mogą znaleźć w Ewangelii na czasy kryzysu? Nie jestem zadowolony ze swego wykładu, gdzie próbowałem znaleźć odpowiedzi na takie właśnie pytania. A było to pod Paryżem, 30 września 2017 r., w dzień moich urodzin.

Zatrzymajmy się
…na chwilę. I przypomnijmy sobie, dlaczego w ogóle mówimy o „dobrej” nowinie. Kluczem jest, zdaje się,...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: