Ocalona przez Polaków.Stella Zylbersztajn: Jestem szczęśliwa

Po kilkunastu latach poszukiwań Stella Zylbersztajn odnalazła rodzinę Józefa Izdebskiego. To w jego domu w Pietrusach pod Łosicami ukrywała się zimą 1943 r. po ucieczce z łosickiego getta.



– Było śnieżnie i zimno, gdy pod wieczór zapukałam do samotnego, ubożuchnego domku. Przyjęli mnie tak serdecznie, jakbym to ja im łaskę świadczyła. Część mieszkalna to była jedna izba. W rogu stał wielki chlebowy piec, na którym spała trójka bosych dzieci. W drugim kącie – zwierzęta zabierane na zimę z obórki. Gospodarz od razu wyciągnął jakieś deski, z których zbił dla mnie pryczę. Z wełny połączonej lnianą nitką, by się nie kurczyła, zrobiłam wszystkim skarpetki. Byli mi tacy wdzięczni! Spędziłam u nich tylko jakieś dwa tygodnie – wspomina Stella Zylbersztajn, mieszkanka Hajfy. Dłużej nie chciała zostać, by nie narażać swoich dobroczyńców.
Do Łosic Stella przyjechała z matką w lutym 1940 r. po nieudanej próbie przekroczenia granicy na Bugu. Chciały połączyć się z ojcem, który sympatyzował z komunizmem i w 1939 r. uciekł do ZSRR.
Życie w miasteczku zamieszkanym w większości przez pobożnych Żydów, którzy stanowili 60–70 proc. mieszkańców, było zaskoczeniem dla 15-letniej dziewczyny. Pochodziła z Łodzi, wychowała się w ateistycznej rodzinie i uczęszczała do elitarnej polskiej szkoły. – Czułam się Polką – wspomina.
Aby zarobić na życie w Łosicach, wykonywała na drutach rękawiczki, czapki, swetry. Pracując, cały czas czytała książkę leżącą na kolanach. Gdy 1 grudnia 1941 r. utworzono w Łosicach getto, stwierdziła: „To, że szalony Hitler wsadził mnie do getta, nie czyni mnie Żydówką”.

Tułaczka
22 sierpnia 1942 r., podczas likwidacji getta w Łosicach, Stella zdołała się wymknąć. Następnego dnia zaprosił ją do domu nieznajomy człowiek. Nazywał się Wacław Radzikowski. Była u niego przez dwa tygodnie. Potem wędrowała od domu do domu po okolicznych wioskach, szukając schronienia i pracy.
...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: