Uwaga! Wykopki!

Zapinka z okresu wędrówki ludów, średniowieczny nożyk, guziki napoleońskie, łuska pocisku od działka przeciwlotniczego. O tych znaleziskach słyszałem w ostatnich miesiącach. Słyszałem, ale ich nie zobaczę.

Nasze prawo (ustawa o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami) dość surowo traktuje poszukiwaczy skarbów. Od stycznia 2018 r. osoba, która bez pozwolenia poszukuje zabytków za pomocą urządzeń elektronicznych, traktowana będzie jak przestępca (przed ostatnią nowelizacją przepisów było to tylko wykroczenie). Bieganie z tzw. wykrywką przestało więc być zajęciem hobbystycznym dla każdego, kogo stać na zakup (wciąż jeszcze legalny) wykrywacza metalu.

Aby było to działanie legalne, potrzebne będzie wspomniane wyżej pozwolenie. Tryb jego wydawania przypomina starania o pozwolenie na broń, dlatego, być może, w ciągu roku o pozwolenie występuje jedynie ok. 100 osób, chociaż środowisko polskich detektorystów liczy... ponad 100 tysięcy!

Mam ambiwalentne uczucia wobec tej sytuacji prawnej. Z jednej strony mam kilku znajomych zabierających na wycieczki w teren wykrywacz metalu. Korzystałem z ich pomocy głównie podczas sesji łuczniczych – detektor znacznie ułatwia poszukiwanie zagubionych w poszyciu strzał. Z drugiej strony – trafiam na ciekawe artefakty wystawiane na portalach aukcyjnych. Opis tych znalezisk często świadczy o kompletnej ignorancji „szczęśliwego znalazcy”. Dlatego rozumiem potrzebę kontrolowania działań detektorystów.

Z „trzeciej” strony… ze zdumieniem oglądałem gablotkę z artefaktami sprzed setek lat, ustawioną w sklepiku z biżuterią w izraelskim porcie Jaffa. Rzymskie sprzączki, monety i inne drobiazgi zostały znalezione podczas rozbudowy lokalu i po ich zbadaniu pozostały u znalazcy. Można? Można.



Fachowi amatorzy
Według prawa każde (nawet przypadkowe) znalezisko mające wartość archeologiczną jest własnością Skarbu Państwa i powinno być przekazane do właściwego...
[pozostało do przeczytania 29% tekstu]
Dostęp do artykułów: