Niezniszczalny duch Polski

„Tutaj unosi się ten specyficzny, niezwykły duch, duch wolnej Polski, duch siły naszego narodu, duch Polski niezniszczalnej” – powiedział prezydent Andrzej Duda. Powiedział w miejscu szczególnym: na nekropolii chwały polskiego oręża – Powązkach Wojskowych przed pomnikiem Poległych 1920 r. Powiedział w czasie szczególnym: w przeddzień obchodów święta Wojska Polskiego.

W wigilię rocznicy największego polskiego zwycięstwa w XX w. – Bitwy Warszawskiej. Zwierzchnik Sił Zbrojnych razem z szefem MON Antonim Macierewiczem awansowali pośmiertnie polskich żołnierzy, zamordowanych przez komunistów po 1945 r. A przecież ci komuniści – mordercy to kolaboranci bolszewików, tych samych, którzy chcieli nas „wyzwolić”, czyli podbić już w 1920 r., co udało im się połowicznie w 1939 r., a całkowicie w latach 1944–1945.
Po 1945 r. komunistyczni kolaboranci bolszewii ukradli nam Powązki Wojskowe dla swoich towarzyszy, zawłaszczając Aleję Zasłużonych, a polskich bohaterów po zamordowaniu metodą katyńską zrzucając do bezimiennych dołów śmierci i w latach 80. barbarzyńsko niszcząc ich szczątki. Tak wyeliminowali komandora Stanisława Mieszkowskiego – podczas wiktorii 1920 r. ochotnika w 22. Pułku Piechoty, podczas wojny obronnej 1939 r. obrońcę Wybrzeża, następnie w niewoli niemieckiej.

W 1945 r. komandor wrócił do kraju, do rodziny, ostatecznie zostając dowódcą floty. Witold Mieszkowski, jego syn, wspomina: „20 października 1950 r., jak zwykle rankiem, ojciec wyszedł z psem na spacer. Z tego spaceru po paru godzinach wrócił do domu samotnie zdyszany pies. Ojca już nigdy więcej miałem nie zobaczyć. Ani żywego, ani nawet martwego”. – Szpiegostwo na rzecz imperialistów – brzmiał kłamliwy zarzut. Dwa lata torturowany w śledztwie, skazany przez krzywoprzysiężne sądy na karę śmierci, zastrzelony na Rakowieckiej 16 grudnia 1952 r. Mimo wieloletnich starań syna oprawcy komandora nigdy nie ponieśli żadnej kary. Ale Witold Mieszkowski mówi, że miał...
[pozostało do przeczytania 4% tekstu]
Dostęp do artykułów: