Zapach podziałów

Wreszcie prezydent i szef MON są zgodni! Nawet w 100 proc. Pierwszy powiedział przed defiladą – i jednocześnie przed pomnikiem Piłsudskiego – że polska armia nie może być prywatną własnością jednej osoby. Stałem na trybunie honorowej 1,5 metra za PAD i może 2 metry po skosie za Antonim Macierewiczem i widziałem, jak pan minister energicznie kiwa głową. Kiwał potakująco.

Na pewno nie był to tik. Minister obrony po prostu zgadzał się z Głową Państwa. Warszawiak zgadzał się z krakowiakiem. Norma. Gdyby min. Macierewicz był Bułgarem, to bym się zaniepokoił: nasi słowiańscy bracia z Bałkanów jak kiwają głową pionowo, z góry na dół, to oznacza, że mówią... NIE ! Czyli odwrotnie niż u nas. Z kolei gdy Bułgarzy kręcą głową poziomo – u nas to zaprzeczenie – to z kolei w Sofii, Warnie, Płowdiw czy Słonecznym Brzegu wręcz przeciwnie: to stwierdzenie, iż TAK. Ale, jak podkreślam, nasz minister to rodowity Polak, a nie Bułgar jakiś. Stąd wniosek prosty niczym konstrukcja cepa: skoro jeden gadał, a drugi mu potakiwał – znaczy się zgadzają. Ale cóż: trudno nie uznawać oczywistej oczywistości. Przecież minister z Klonowej (na tej ulicy mieści się główna siedziba MON) też uważa, że polska armia nie możne być niczyja, nie można jej „sprywatyzować”. I ja tak uważam, i większość czytelników „Gazety Polskiej” zapewne też. Zatem jest to stwierdzenie równie oczywiste jak to, że po poniedziałku jest wtorek, a po wiośnie jest lato.

Czy warto więc powtarzać banały, choćby dla krzyżującej i linczującej Macierewicza „Gazety Wyborczej” były to prawdy objawione? „Powtarzajcie wielkie słowa, powtarzajcie je uparcie” – pisał Zbigniew Herbert. OK, ale czy słowa o armii polskiej, która nie możne być własnością jednej osoby, są „wielkie”? Nie. Określają pożądany stan, i to wszystko.

Czemu zamiast przykładać PO, Tuskowi, kodziarstwu i innym lewicowo-liberalnym nudziarzom, jak to robię zwykle, dziś postanowiłem zająć się własnym obozem? Bom wkurzony...
[pozostało do przeczytania 25% tekstu]
Dostęp do artykułów: