Zostawią Wam darmochę!

Kod władzy: chleb i igrzyska

Dobrze rozumieli to starożytni Rzymianie, którzy wiedzieli, że władcy potrafiący dać ludowi i chleb, i igrzyska, mogą spokojnie cieszyć się radościami, jakie przynosi rządzenie.

Zwróćmy uwagę, że owe rzymskie, oryginalne igrzyska, polegające np. na obserwacji krwawej walki gladiatorów, o wiele bardziej przypominały dzisiejsze surfowanie w internecie niż oglądanie widowiska sportowego w telewizorze. Różnica leży w interaktywności. Jednostki stanowiące tłum zgromadzony w amfiteatrach nie tylko swoim zachowaniem wywierały wpływ na ogólną atmosferę zdarzenia – tak jest i dzisiaj na meczach. Tłum miał także prawo podpowiedzenia władcy, czy ranny w walce gladiator ma zostać dobity czy ocalony. Udział w rzymskich igrzyskach to nie tylko ekscytacja wypływająca z biernej obserwacji zmagań. To także poczucie sprawstwa, poczucie wywierania wpływu na wolę samego Cezara, do którego należała ostateczna decyzja: życie czy śmierć dla pokonanego. Mądrzy władcy wiedzieli, że od czasu do czasu należy motłochowi – żądnemu krwi albo mającemu akurat napad wspaniałomyślności – ulec.

Internet – złudzenie podmiotowości

W dzisiejszym systemie władzy dla wielu ludzi, zwłaszcza posiadaczy młodych mózgów łasych na strumienie coraz bardziej ekscytujących (czytaj: uzależniających) bodźców, internet pełni tę samą funkcję co igrzyska dla ludu rzymskiego.
Psychologowie od dawna mówią, że dla jednostki jednym z podstawowych warunków zadowolenia z życia jest poczucie podmiotowości – sprawstwa i kontroli nad zdarzeniami.

Ale w świecie, gdzie zawsze istnieją bogaci i potężni, ci uprzywilejowani nie mogą pozwolić sobie na to, by byle kto, ludzie znikąd, nad którymi MY, elita, nie mamy kontroli, posiadali kontrolę nad zdarzeniami, które są istotne dla NAS.

Należy spodziewać się, że – raczej prędzej niż później – inicjatorzy projektów typu ACTA opamiętają się....
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: