Program PO to zniszczyć PiS

W 2010 r. na Krakowskim Przedmieściu ówczesna władza organizowała bądź co najmniej inicjowała ataki na obrońców Krzyża Pamięci. Premier Tusk szydzenie ze zmarłych nazywał happeningami, policja obserwowała to jawne łamanie prawa i nie podejmowała interwencji.

Chodziło o to, by wywołać jak najbardziej powszechne odczucie pogardy wobec tych, którzy domagali się prawdy i pamięci o straszliwym 10 kwietnia. W kolejnych latach Platforma uznała, że nie potrzebuje już przepychanek na Krakowskim Przedmieściu. Były problemy z dojściem do miejsca, na którym w pierwszych chwilach po śmierci polskiej delegacji postawiono krzyż, ale ataki zorganizowanych grup ustały, a przynajmniej osłabły. Kilka miesięcy temu obrońcy III RP i kłamstwa smoleńskiego powrócili do akcji sprzed siedmiu lat. Miesięcznicowym spotkaniom modlitewnym towarzyszą hordy atakujących; dodatkowo zorganizowano grupę napadającą na prezesa PiS na Wawelu. Jednak cel tych działań jest inny niż w 2010 r. Trudno nie odnieść wrażenia, że dzisiejsi – jakby to pewnie ujął Tusk – happenerzy są zorganizowaną grupą, działają w sposób bardziej zaplanowany niż ich poprzednicy i zależy im nie tylko na wywołaniu jakichś incydentów, lecz sprowokowaniu potężnej awantury. Mają odpowiedni polityczny akompaniament – posłowie Platformy nie ustępują im w barbarzyństwie. I to także różni dzisiejszą dzicz od tej sprzed siedmiu lat. Tej pierwszej wtórowali w zasadzie tylko Palikot i Niesiołowski. Dziś tzw. Obywatele RP mają rzeszę naśladowców w parlamencie. Barbarzyństwo z narastającą agresją jest dziś stałym elementem polityki największej formacji opozycyjnej. Nawet więcej – PO nie ma nic ponad to. Wszystko w tej partii kręci się wokół zniszczenia konkurencji politycznej. Nie wygrania następnych wyborów, lecz zniszczenia i zdobycia władzy choćby wbrew regułom prawa. Taką atmosferą zaczadzają swoich zwolenników. Jakby z premedytacją budowali grunt społeczny pod atak jakiegoś nowego Cyby.
 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: