Nie zaszkodzi pomóc

Masaż serca powinien być wykonywany w odpowiednim rytmie. Fachowcy polecają „Stayin’ Alive” grupy Bee Gees.

– Nie widziałem jej – mamroczę. – Wyskoczyła nagle... Styczniowy wieczór, samochód mruczy na zaśnieżonej drodze. Między zderzakiem a przydrożnym drzewem jęczy kobieta. Skąd się tu wzięła? Na miejscu wypadku pojawiają się ludzie. Ktoś otwiera drzwi kierowcy, mówi do mnie, ktoś inny wyłącza silnik. Jestem bezwładny, gdy wyciągają mnie z pojazdu, nie przestaję powtarzać: „Nie widziałem jej, nie wiem, skąd się wzięła”. Ratownicy obmacują moją głowę, zadają mi różne pytania, układają w bezpiecznej pozycji. Dziewczyna przygnieciona przez samochód do drzewa ma złamaną nogę. Do przyjazdu karetki dotrwała w cieple i pod dobrą opieką. Kierowca (czyli ja) tylko w szoku, lekko przemarzł pozostawiony na chłodnym podłożu.

Tak wygląda pierwsza z praktycznych scenek podczas „intensywnego szkolenia z zakresu sztuki przetrwania i pierwszej pomocy w ekstremalnych warunkach” w Giżycku. Kadra (instruktorzy surwiwalu i ratownicy medyczni) prowadzi wykłady połączone z zajęciami praktycznymi (bandażowanie, resuscytacja krążeniowo-oddechowa, tamowanie krwotoków, usztywnianie kończyn, badanie pourazowe), po czym ogłasza przerwę na kawę.

Kawa już za chwilkę zabulgocze, gdy nagle za namiotami coś wybucha, słychać wrzaski. Rzucamy kubki i biegniemy w stronę źródła hałasu. Widzimy chodzącego w kółko faceta z pracującą piłą łańcuchową w dłoniach... nie, w dłoni, bo z drugiego rękawa bucha coś czerwonego, a dłoń leży nieopodal... Oczywiście wiemy, że krew i odcięta dłoń są sztuczne, a pechowy drwal to nasz instruktor, ale teraz najważniejsze jest szybkie, zespołowe działanie i podejmowanie właściwych decyzji we właściwym czasie. Szkolenie z pierwszej pomocy przedmedycznej nie zastąpi lat studiów z ratownictwa czy medycyny, jednak zwiększa szanse ewentualnego poszkodowanego na dotrwanie do przyjazdu specjalistów.



...
[pozostało do przeczytania 36% tekstu]
Dostęp do artykułów: