Afganistan – Pakistan. Rok bez przełomu

Po raz pierwszy od 2004 r. odwrócono trend rosnących strat koalicji. Liczba poległych żołnierzy zmniejszyła się z 711 w 2010 r. do 566 w ub.r. Tendencja spadkowa nasiliła się w czerwcu, gdy normalnie w Afganistanie rozpoczyna się sezon wojenny. Talibowie, inaczej niż w poprzednich latach, nie byli w stanie podjąć dużej ofensywy i zaczęli zdradzać oznaki wyczerpania. W drugiej połowie roku straty koalicji były o jedną trzecią mniejsze niż rok wcześniej. Odnotowano pewne sukcesy planu „rehabilitacji” byłych buntowników, którzy liczniej niż dotychczas zdecydowali się składać broń i wracać do swoich domów. Jak wiadomo, trwają próby kontaktów z ważniejszymi talibami, ale jak dotychczas nie przyniosły one znaczących rezultatów. Trudno wierzyć, by się to zmieniło nawet przy przeniesieniu ewentualnych rokowań na neutralny teren.

Fala morderstw politycznych

Militarne osłabienie rebelii stanowi jednak tylko cel pośredni. Kluczem do zwycięstwa pozostaje stworzenie afgańskiej armii i administracji, które byłyby w stanie samodzielnie odpowiadać za bezpieczeństwo i kontrolować kraj. Za wszelką cenę nie chcą do tego dopuścić talibowie.

Nie mając sił, by powstrzymać ofensywy NATO, próbują uniemożliwić wzmocnienie wpływów rządu na prowincji, prowadząc kampanię morderstw wpływowych polityków. W minionym roku zabili szefów policji w prowincjach Kandahar i Kunduz oraz zwierzchnika policji w północnym Afganistanie. W lipcu zastrzelony został Ahmed Wali Karzaj, brat prezydenta Afganistanu Hamida Karzaja, pełniący funkcję przewodniczącego rady prowincji Kandahar. Kilka dni później w zamachu samobójczym zginął Jan Mohammed Khan, jeden z najbliższych współpracowników prezydenta, a następnie burmistrz Kandaharu (dwaj jego zastępcy zostali zabici w 2010 r.).

Islamiści przenikający w szeregi armii i policji dokonali kilku spektakularnych zamachów na amerykańskich żołnierzy szkolących lokalne siły bezpieczeństwa. Od 2009 r. doszło...
[pozostało do przeczytania 63% tekstu]
Dostęp do artykułów: