Niespokojny żywot misjonarza. Ryzykowna misja patrona Polski

Święty Wojciech, bardziej znany w Europie jako św. Adalbert, to z pewnością postać niezwykła. Ten pierwszy w panteonie polskich świętych żył w czasach, kiedy sacrum silnie łączyło się z polityką, a jego misja i śmierć wpisały się w rację stanu piastowskiego państwa.

Nie była to jednak gra, w której był tylko pionkiem. Wiara naszych X-wiecznych antenatów była autentyczna i przepełniona typową dla neofitów pasją. Odnosi się to nie tylko do św. Wojciecha, ale również do Bolesława Chrobrego. Najpierw bowiem miała miejsce ryzykowna misja i męczeńska śmierć naszego misjonarza, a dopiero w jej następstwie wyrosła chwała i sława Bolesława. Nie zapominajmy, że ten niezwykły awans młodego piastowskiego państwa do grona głównych rozgrywających Europy, u boku charyzmatycznego Ottona III, był następstwem współpracy genialnego władcy i żarliwego krzewiciela wiary Wojciecha.

Wielkość państwa pierwszych Piastów
Pamiętam, jak podczas jednego z pobytów w Gnieźnie długo kontemplowałem arcydzieło polskiej sztuki XII-wiecznej, czyli Drzwi Gnieźnieńskie. Te zaklęte w brązie sceny z życia i męczeńskiej śmierci św. Wojciecha to nie tylko perła polskiej sztuki romańskiej ‒ to również ważne przesłanie dla potomnych. Drzwi Gnieźnieńskie, wiodące do portalu południowego katedry w Gnieźnie, powstały za panowania Mieszka III, gdy państwo piastowskie było słabe i pogrążone w kryzysie rozbicia dzielnicowego. Ich bogata ikonografia odwoływała się do wspaniałej przeszłości i wielkości państwa pierwszych Piastów. Miała budzić nadzieję, ale również tworzyć pamięć historyczną. Nasuwa się tu porównanie do okresu zaborów, gdy w trakcie tego rozpaczliwego trwania w państwie bez państwa nasze malarstwo, rzeźba, poezja i literatura również chętnie sięgały do czasów świetności I Rzeczypospolitej, ku pokrzepieniu serc. Jednocześnie drzwi te stanowią uzupełnienie spisanych żywotów świętego, wzbogacając wiedzę o nim.

Klątwa na...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: