Procesja, której nie ma



Jest rok 1563, Flandria. Pieter Bruegel maluje obraz pod tytułem „Droga Krzyżowa”. Obraz jest niewielki, ale na tej przestrzeni artysta umieszcza ponad pięćset postaci, czterdzieści koni, wiele innych stworzeń. Szczegółów jest tak wiele, że nasuwa się chęć zastosowania popularnego ćwiczenia na spostrzegawczość: znajdź na tym obrazie pal z kołem i czarnym krukiem albo – końską czaszkę. To łatwe.

Czaszka konia leży na pagórku przeciwległym do dominującej w kompozycji ogromnej skały z młynem na jej szczycie. Dużo trudniej odszukać motyw procesji na Kalwarię i postać Chrystusa upadającego pod ciężarem krzyża. Chrystus jest gdzieś w tle, ledwie można Go rozpoznać wśród tłumu. A Wszystkowidzący Młynarz obserwuje to z młyna na skale...

W 1996 r. Michael Gibson, amerykański krytyk sztuki i znawca Bruegla, tworzy filozoficzny esej poświęcony temu obrazowi, zatytułowany „Młyn i krzyż”. „Zastygła w kamiennej ponadczasowości skała jest najważniejszym świadkiem drogi krzyżowej Chrystusa, drogi, która w bezpośredni sposób jej dotyczy” – pisze. Tekst Gibsona stanowi kanwę filmu Lecha Majewskiego o tym samym tytule. To jedyny w swoim rodzaju i niespotykany w historii światowego kina eksperyment: przy pomocy techniki cyfrowej reżyser wchodzi do wnętrza świata Bruegla, ożywia namalowane postacie, daje im nieistniejącą na obrazie historię. Ukazuje też środek młyna i puszcza w ruch skrzydła wiatraka. Pod koniec filmu wszystko nieruchomieje, skrzydła młyna przestają się obracać na moment, chwilę, w której możemy domyślać się śmierci Chrystusa.

Odbierając w 2012 r. nagrodę im. Lecha Kaczyńskiego, Majewski powiedział, że nie do końca wierzy w śmierć, bo ostatnie cztery lata spędził, rozmawiając z człowiekiem, którego już nie ma wśród nas od 450 lat. Mówił: „Bruegel pokazując Chrystusa, koncentruje się na całym kręgu osób, które są mniej ważne. Mało tego, te osoby odwracają się plecami do Chrystusa, On jest absolutnie osamotniony. Paradoks...
[pozostało do przeczytania 28% tekstu]
Dostęp do artykułów: