Naczelnik. Losy Tadeusza Kościuszki

Tadeusz Kościuszko już dawno ma swoje miejsce w panteonie narodowym. Nie możemy jednak traktować go wyłącznie jako symbolu i człowieka bez skazy, trochę na siłę wciśniętego w chłopską sukmanę. To również postać tragiczna. Był na wskroś ludzki, miał wiele zalet, ale i wiele wad.

W młodości ukończył słynną Szkołę Rycerską, ale słabnąca Rzeczpospolita nie potrzebowała zdolnych żołnierzy. To z pewnością była dla niego trauma, która wpłynęła na jego dalsze życie. Tajniki inżynierii wojskowej zgłębił Kościuszko na studiach we Francji, a swoją wiedzę wykorzystał w praktyce, biorąc udział jako ochotnik w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Do kraju powrócił w 1784 r. otoczony legendą generała, który swoje umiejętności nabył na polu walki.
Doświadczony oficer, ale funkcjonujący poza armią, pochodzący z ubogiej szlachty, prawie bez majątku, nie mógł liczyć na znalezienie żony wśród szlacheckich rodzin, uważnie oceniających status majątkowy kandydata. A zakochiwał się przecież często i nieprzytomnie. Ciekawą lekturą, która pozwala lepiej poznać Kościuszkę, są jego listy miłosne do Tekli Żurowskiej. W jednym z nich pisał: „Okryj się pełnym duszy ukontentowaniem, a otwórz swe piersi z sercem do ucałowania przeze mnie”.

Generał major wojsk koronnych
Najważniejszy dla nas, Polaków, rozdział życia Kościuszki zaczął się w 1789 r. Od roku już obradował sejm, który później zyskał miano Sejmu Wielkiego. Kraj, upokorzony pierwszym rozbiorem i statusem rosyjskiego protektoratu, powoli podnosił się z kolan. Jedną z pierwszych ważnych decyzji sejmu była uchwała o utworzeniu 100-tysięcznej armii. W październiku tego roku Kościuszko został powołany na stanowisko generała majora wojsk koronnych. Dwadzieścia dwa lata po ukończeniu Szkoły Rycerskiej spełniło się jego marzenie – mógł służyć swoją wiedzą własnemu krajowi.
Bardzo szybko musiał zdać egzamin z wierności tym marzeniom. Piękno Konstytucji 3 maja zakryła hańba...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: