Kresy

Skwer Wasyla Stusa w Warszawie
15 marca warszawski plac między aleją Niepodległości a ulicą Batorego otrzymał imię ukraińskiego poety Wasyla Stusa. Kim był człowiek, którego postanowili uczcić warszawscy radni? Wasyl Stus (1938–1985) wzorem  romantyków widział jedność czynu i twórczości piśmienniczej. Dla takich jak on granica między literacką kreacją a światem obiektywnym nie istnieje. Stus bywa nazywany ukraińskim Herbertem i jest to porównanie słuszne ze względu na czas akcji (II poł. XX wieku), miejsce akcji (przestrzeń skomunizowana) i samą akcję, polegającą na bezkompromisowym odrzuceniu zła, jakie z czeluści piekieł wydobył totalitarny reżim. Był wielkim przyjacielem Polaków – zgodnie z napoleońską jeszcze zasadą, iż „ludzie wolni są bracia”. Tak pisał o swych przyjaciołach  zza Buga i – co tu dużo mówić – ze świata, w którym kraty były te same, ale więzienny lufcik uchylony: „Niech żyją polscy rycerze wolności! Cieszy mnie nieugiętość Polaków wobec sowieckiego despotyzmu, a ich ogólnonarodowe wstrząsy budzą podziw”. Inaczej niż Herbertowi, nie udało się Stusowi doczekać upadku komuny. Zmarł w sowieckim obozie.

Huta Pieniacka znowu zniszczona
Prawdopodobnie 12 marca „nieznani sprawcy” po raz drugi w tym roku zniszczyli pomnik upamiętniający około 1000 polskich ofiar zbrodni w Hucie Pieniackiej, dokonanej w lutym 1944 r. przez kolaborujących z Niemcami Ukraińców z dywizji SS-Galizien. Kiedy w styczniu znieważono pomnik po raz pierwszy, strona ukraińska zachowała się bardzo au courant, finansując z własnej kieszeni jego restaurację. Teraz sytuacja się powtarza, przy czym nie funkcjonuje ona jako akt izolowany, ale wpisuje się w szereg działań mających miejsce w weekend 11–12 marca, w wyniku których ucierpiały polskie miejsca pamięci w Podkamieniu i we Lwowie. Dewastacja spotkała się z błyskawiczną i bardzo zdecydowaną reakcją ukraińskiego ministra spraw zagranicznych Pawło Klimkina: „Huta Pieniacka jest...
[pozostało do przeczytania 39% tekstu]
Dostęp do artykułów: