Z podniesioną głową

Za nami rocznica bitwy pod Olszynką Grochowską. Podczas zaborów w nabożeństwach, procesjach i manifestacjach ją upamiętniających uczestniczyły tłumy Polaków. Rosjanie rozpędzali je bez litości. Tak jak rozbijali inne demonstracje przypominające o polskiej wielkości.

Niezwykłą siłę patriotyczną miały też sprzeciwy i modły, choć nie były tak spektakularne. Pod figurą Matki Bożej Pasawskiej stojącej w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu modlono się zawsze w rocznicę wiktorii wiedeńskiej. A gdy ktoś zapalił świeczkę, szedł dalej i koło budki strażniczej, przed którą stał rosyjski żandarm, wyżej podnosił głowę. Był dumny. Pamięć polskiej wielkości i znaczenia Rzeczypospolitej dla Europy pozwalała nosić głowę wysoko, nawet w czasach, gdy próbowano nam polskość wydrzeć i doprowadzić do jej unicestwienia nie tylko na mapach, lecz także w świadomości całej Europy i świata. Do dzisiaj zmagamy się z tym zjawiskiem, do dzisiaj usiłuje się Polskę stłamsić, postawić w kącie, pokazać, że nie jesteśmy częścią europejskiej rodziny, lecz pariasem Starego Kontynentu. To widać w skali dużej i małej. W dużej – gdy o naszych wewnętrznych sprawach usiłują decydować unijni komisarze i gdy nas upominają tonem pełnym pychy i wzgardy. W małej, lecz także znaczącej, gdy z racji bycia Polakami nie jesteśmy traktowani na równi z innymi. Wystarczy zobaczyć wersje językowe programów i aplikacji przystosowane dla użytkowników wielu krajów europejskich. Przewodniki w muzeach uwzględniają nawet język czeski lub słowacki, ale nie nasz. Jakby polska kultura i język w Europie nie istniały. Ma rację Jarosław Kaczyński, gdy mówi o pomyśle budowy wielkiego, centralnego lotniska. Powinniśmy je mieć. Ale nie tylko. Wreszcie sami o sobie powinniśmy zacząć mieć dobre zdanie, sami siebie szanować. Również swój kraj, rząd, państwo. Wtedy zaczną nas poważać inni.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: