Daj przetrwać mężnie prób ciężki czas

Raźno szła budowa nowej drogi – szerokiej, asfaltowej, gładkiej. Miała ona połączyć Mełgiew z Łęczną, biegła przez Krzesimów, mijając położony w parku dawny dwór Dreckich i pozostałości dworskich zabudowań: oficjałówkę i obory. Prace na tym odcinku szły szybko, bo nie trzeba było sprowadzać piachu z daleka, przywożono go ze znajdującego się tuż obok starego wyrobiska. Któregoś dnia łyżka koparki prócz piasku wybrała z dołu ludzkie kości

Bawiące się w pobliżu dzieci znalazły czaszkę, ułożyły ją starannie, otuliły polnymi kwiatkami i zapaliły świeczkę. Po 50 latach skazany na zapomnienie, otoczony milczeniem obóz pracy w Krzesimowie został odkryty.
Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Lublinie prowadziła śledztwo w sprawie S.10/00/Zk, dotyczące spowodowania śmierci co najmniej 424 więźniów w obozie pracy w Krzesimowie woj. lubelskie, w okresie od 1944 r. do 1946 r., na skutek stworzenia więźniom warunków grożących im wyniszczeniem, w postaci niedostatecznego odżywiania, niehigienicznych warunków bytowania i ciężkiej pracy. Postępowanie zostało zakończone 15 lutego 2008 r. wydaniem postanowienia o umorzeniu śledztwa – wobec niewykrycia jego sprawców.

To milczenie…
Ksiądz kanonik, proboszcz mełgiewskiej parafii, nie mógł zrozumieć, dlaczego w ciągu jego kilkunastu lat posługi duszpasterskiej w tej parafii, mimo tysięcy wysłuchanych spowiedzi, nikt nigdy mu niczego o obozie nie powiedział. Czy nikt z miejscowych nie był niczemu winny? Choćby tego, że był odwrócony plecami do cierpiących? To milczenie… Czy to był strach przed własnym sumieniem, czy może przed funkcjonariuszami, którzy po likwidacji obozu pozostali w okolicy, pobrali sobie miejscowe kobiety za żony, spłodzili synów? W 1996 r. proboszcz doprowadził do podniesienia krzesimowskiego wyrobiska do rangi cmentarza, poświęcił tablicę ku czci więźniów pomordowanych przez NKWD i UB. W czasie kazania powiedział: –...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: