Duchowa próżnia nie istnieje

Człowiek XXI w. jest najbardziej zabobonną istotą na świecie, mimo pozorów maksymalnego racjonalizmu

Młody człowiek trafił do egzorcysty. Miał problemy duchowe i cierpiał na depresję, której lekarze nie potrafili wyleczyć. Po modlitwie objawy ustąpiły, by powrócić po trzech tygodniach. I tak powtarzało się pięć czy sześć razy. Egzorcysta poprosił o konsultację doświadczonego kapłana. Ten polecił zapytać penitenta, czy w jego domu nie ma jakichś dziwnych przedmiotów. Okazało się, że były. Miał całą kolekcję masek afrykańskich. Po ich spaleniu pierwsza modlitwa egzorcyzmów zakończyła siedmioletnią depresję chłopaka, której nie dało się wyleczyć farmakologicznie.
Człowiek XXI w. słysząc, że przedmioty mogą wywołać depresję, śmieje się. Jednak fakty są takie, że kultyczne maski afrykańskie są przedstawieniami demonów, którym składa się ofiary, by je przebłagać.
Przywozimy z zagranicy przedstawienia jakichś bożków z Indii czy amulet z Turcji zwany okiem proroka, myśląc najczęściej, że są to zwykłe przedmioty. Patrzymy na nie w kategoriach estetycznych. Traktujemy jak każdy inny element kultury. A są to przedmioty kultu.
Do wiary w zabobony, której wiara w działanie amuletów jest częścią, prowadzić mogą przesądy. A człowiek prawdziwie wolny ma umysł całkowicie pozbawiony tych irracjonalnych przekonań, z którymi można się w Polsce spotkać na co dzień i od święta. Odpukiwanie w niemalowane drewno, strach przed czarnym kotem, rozsypaną solą, rozbitym lustrem, niewitanie się przez próg, niestawianie torebki na ziemi, bo uciekną pieniądze, wiązanie czerwonych wstążek na wózku dziecka, branie ślubu w miesiącu, w którego nazwie jest jakaś litera lub jej nie ma, nieprzechodzenie pod drabiną – to działania, które nie mają żadnego związku z naszym losem. Jednak proszę spróbować przywitać się z dziesięcioma znajomymi katolikami przez próg. Wyrwanie ręki z barku gwarantowane.
Na toksyczną duchowość otwierać mogą nie tylko amulety...
[pozostało do przeczytania 41% tekstu]
Dostęp do artykułów: