Włosi pod ciężarem długów

Lepszy biznesmen niż polityk i premier

W ostatniej kadencji parlament aż 50 razy udzielał premierowi wotum zaufania, ale wreszcie 8 listopada br. szef rządu bezpowrotnie utracił poparcie w obu izbach. I musiał podać się do dymisji po uchwaleniu przez parlament drastycznego programu antykryzysowego. Utracił pozycję we własnej partii politycznej Lud Wolności, a karierę zakończył rekordową niepopularnością i niesławą. Podziękowania za owocną współpracę otrzymał tylko z Rosji – od premiera Putina i prezydenta Miedwiediewa. Dawny bohater włoskiej legendy o sukcesie, pogromca silnej komunistycznej lewicy być może jest bardziej ofiarą globalnego kryzysu gospodarczego niż własnych błędów publicznych i prywatnych. Istnieją jednak opinie, że Berlusconi ma szanse zostać prezydentem w następnej kadencji. Na razie zakończył się polityczny show zwany berlusconizmem. A dymisję barwnego Silvio przyjął prezydent Giorgio Napolitano, wieloletni działacz Komunistycznej Partii Włoch, która wprawdzie znikła ze sceny politycznej, ale jej liderzy wciąż są na niej aktywni.

Witaj Monti

Na miejsce Berlusconiego szefem rządu w Rzymie został ekonomista Mario Monti – zupełne przeciwieństwo poprzednika. Żadnych skandali, zdolny i niezależny politycznie specjalista nosi przydomek „kardynał” ze względu na swój powściągliwy i poważny styl bycia. Ma doskonałe notowania w Brukseli, od 1994 r. do 2004 r. sprawował funkcję komisarza UE. W czasie urzędowania miał sporo dużych sukcesów: doprowadził do zablokowania fuzji koncernów Honeywell i General Electric, wszczął postępowanie antymonopolowe przeciwko Microsoftowi. Potem zasiadał w „radzie mędrców”, której zadaniem była analiza przyszłości europejskiego modelu gospodarczego. W minionym tygodniu prezydent Napolitano mianował go dożywotnim senatorem, a Christine Lagarde, szefowa MFW, nie szczędzi mu pochwał jako ekonomiście o ogromnej wiedzy i doświadczeniu. Błyskawiczna nominacja...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: