Strażnik kłamstwa katyńskiego

Rok później, w żenującym wywiadzie opublikowanym we „Wprost”, wyraźnie onieśmielony brakiem ostrzejszych protestów po pierwszym wystąpieniu, Jaruzelski z właściwą sobie megalomanią mówił: „Przecież to ja pierwszy po pięciu latach usilnych starań, wydarłem oficjalne uznanie prawdy o Katyniu”. Zasługi Towarzysza Generała w sprawie przyznania przez władze sowieckie w 1990 r., że Katyń to jednak zbrodnia NWKD, są mało istotne. Ot, po prostu, przyszedł nowy I sekretarz (Michaił Gorbaczow) i zaczęła się polityka głasnosti. Zmiana podejścia do historii po zmianach na Kremlu prędzej czy później dotknęłaby także sprawy Katynia. Wystarczyło, że Jaruzelski będzie robił to co zwykle. Czyli bacznie nasłuchiwał i dostosowywał się do najnowszych sowieckich tendencji. Ale najbardziej oczywistą nieprawdą są twierdzenia, że to on „doprowadził do ujawnienia i publicznego przedstawienia kulis mordu i jego sprawców – NKWD”. Tak się składa, że przed Jaruzelskim w 1943 r. był minister propagandy III

     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze