Leszek Misiak

Leszek Misiak
Statecznik Tu-154 został przeniesiony z rejonu drogi bliżej miejsca upadku samolotu –powiedział 21 maja na konferencji rządowego zespołu ekspertów Macieja Laska Piotr Lipiec. Nasz ekspert, specjalista od budowy płatowców, dr inż. Stefan Bramski, uważa, że pierwotnego położenia statecznika i innych przeniesionych części nie da się wytłumaczyć inaczej niż eksplozją.   Piotr Lipiec, członek zespołu Laska, przyznał, że statecznik został przeniesiony przez MAK. Dlaczego? – Prawdopodobnie chodziło o zmniejszenie terenu, na jakim miała pracować komisja. Statecznik był jedynym elementem, który znajdował się daleko, więc być może przeniesiono go, by znajdował się trochę bliżej – stwierdził beztrosko Lipiec. Przemieszczenie statecznika wskazuje na wybuch Przypomnijmy: lewy...
Grzegorz Wierzchołowski
Statecznik Tu-154 został przeniesiony z rejonu drogi bliżej miejsca upadku samolotu –powiedział 21 maja na konferencji rządowego zespołu ekspertów Macieja Laska Piotr Lipiec. Nasz ekspert, specjalista od budowy płatowców, dr inż. Stefan Bramski, uważa, że pierwotnego położenia statecznika i innych przeniesionych części nie da się wytłumaczyć inaczej niż eksplozją.   Piotr Lipiec, członek zespołu Laska, przyznał, że statecznik został przeniesiony przez MAK. Dlaczego? – Prawdopodobnie chodziło o zmniejszenie terenu, na jakim miała pracować komisja. Statecznik był jedynym elementem, który znajdował się daleko, więc być może przeniesiono go, by znajdował się trochę bliżej – stwierdził beztrosko Lipiec. Przemieszczenie statecznika wskazuje na wybuch Przypomnijmy: lewy...
Leszek Misiak
Jak ustaliła „GP”, 29 kwietnia 2013 r. prokuratura wszczęła z zawiadomienia CBA śledztwo w sprawie przetargu na dostawę sprzętu radiokomunikacyjnego dla Komendy Głównej Policji. Warty 15 mln zł przetarg wygrało konsorcjum składające się ze spółki, która remontowała Tu-154, oraz firmy kierowanej przez byłego doradcę Jerzego Buzka.   Śledztwo zostało wszczęte 29 kwietnia 2013 r. z zawiadomienia Centralnego Biura Antykorupcyjnego i w całości powierzone do prowadzenia CBA – potwierdza w rozmowie z „GP” rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prokurator Dariusz Ślepokura. Według CBA i śledczych przetarg mógł zostać „ustawiony” pod firmy, które dostały zamówienie. – Skutkowało to nieprawidłowym wydatkowaniem kwoty o łącznej wartości 15,48 mln zł, stanowiąc tym samym działanie...
Grzegorz Wierzchołowski
Jak ustaliła „GP”, 29 kwietnia 2013 r. prokuratura wszczęła z zawiadomienia CBA śledztwo w sprawie przetargu na dostawę sprzętu radiokomunikacyjnego dla Komendy Głównej Policji. Warty 15 mln zł przetarg wygrało konsorcjum składające się ze spółki, która remontowała Tu-154, oraz firmy kierowanej przez byłego doradcę Jerzego Buzka.   Śledztwo zostało wszczęte 29 kwietnia 2013 r. z zawiadomienia Centralnego Biura Antykorupcyjnego i w całości powierzone do prowadzenia CBA – potwierdza w rozmowie z „GP” rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prokurator Dariusz Ślepokura. Według CBA i śledczych przetarg mógł zostać „ustawiony” pod firmy, które dostały zamówienie. – Skutkowało to nieprawidłowym wydatkowaniem kwoty o łącznej wartości 15,48 mln zł, stanowiąc tym samym działanie...
Leszek Misiak
Maciej Lasek, który przejął ostatnio na swoje barki ciężar podtrzymywania rządowej propagandy na temat katastrofy smoleńskiej, był jednym z polskich pionierów metody elementów skończonych, zastosowanej przez prof. Wiesława Biniendę przy obliczeniach dotyczących uderzenia Tu-154 w brzozę. Co spowodowało, że dr Lasek z eksperta przeistoczył się w zaciekłego obrońcę oficjalnej wersji katastrofy?   Najbardziej charakterystyczna dla przemiany Macieja Laska była jego wypowiedź w kanadyjskim filmie „Śmierć prezydenta”, powielającym tezy rosyjskiego raportu MAK. Lasek powiedział wówczas: „W Polsce znali sytuację sprzed kilku lat, kiedy kapitan pełnił rolę drugiego pilota w locie do Azerbejdżanu. Jego dowódca miał polecenie, żeby lądować w Gruzji, i nie zastosował się do tego polecenia...
Grzegorz Wierzchołowski
Maciej Lasek, który przejął ostatnio na swoje barki ciężar podtrzymywania rządowej propagandy na temat katastrofy smoleńskiej, był jednym z polskich pionierów metody elementów skończonych, zastosowanej przez prof. Wiesława Biniendę przy obliczeniach dotyczących uderzenia Tu-154 w brzozę. Co spowodowało, że dr Lasek z eksperta przeistoczył się w zaciekłego obrońcę oficjalnej wersji katastrofy?   Najbardziej charakterystyczna dla przemiany Macieja Laska była jego wypowiedź w kanadyjskim filmie „Śmierć prezydenta”, powielającym tezy rosyjskiego raportu MAK. Lasek powiedział wówczas: „W Polsce znali sytuację sprzed kilku lat, kiedy kapitan pełnił rolę drugiego pilota w locie do Azerbejdżanu. Jego dowódca miał polecenie, żeby lądować w Gruzji, i nie zastosował się do tego polecenia...
Leszek Misiak
Kadłub Tu-154 zaczął się rozpadać około 120–140 metrów przed pierwszym zetknięciem się maszyny z ziemią. Świadczą o tym liczne jego części odnalezione w tej odległości od wrakowiska, dokładnie opisane w oficjalnych dokumentach z 10 i 11 kwietnia 2010 r. Zdaniem Antoniego Macierewicza, to przesądzający dowód, że w tupolewie doszło do eksplozji.   Aż kilkadziesiąt elementów samolotu – pochodzących zarówno ze skrzydeł, jak i z kadłuba – odnaleziono tuż po katastrofie na obszarze, nad którym leciał tupolew, w odległości ok. 300 m przed miejscem pierwszego kontaktu maszyny z ziemią. Jak podkreśla w rozmowie z „GP” Antoni Macierewicz, przewodniczący zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, część tych fragmentów znajdowała się na szosie i w rowie za jezdnią...
Grzegorz Wierzchołowski
Kadłub Tu-154 zaczął się rozpadać około 120–140 metrów przed pierwszym zetknięciem się maszyny z ziemią. Świadczą o tym liczne jego części odnalezione w tej odległości od wrakowiska, dokładnie opisane w oficjalnych dokumentach z 10 i 11 kwietnia 2010 r. Zdaniem Antoniego Macierewicza, to przesądzający dowód, że w tupolewie doszło do eksplozji.   Aż kilkadziesiąt elementów samolotu – pochodzących zarówno ze skrzydeł, jak i z kadłuba – odnaleziono tuż po katastrofie na obszarze, nad którym leciał tupolew, w odległości ok. 300 m przed miejscem pierwszego kontaktu maszyny z ziemią. Jak podkreśla w rozmowie z „GP” Antoni Macierewicz, przewodniczący zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, część tych fragmentów znajdowała się na szosie i w rowie za jezdnią...
Leszek Misiak
Śledztwo w sprawie śmierci technika pokładowego Jaka-40, chor. Remigiusza Musia, którego znaleziono powieszonego w końcu października 2012 r., ma zostać przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie umorzone – podał portal Tvp.info. Śledczy nie znaleźli dowodów, że ktoś „pomagał” chor. Musiowi w doprowadzeniu do jego śmierci.   Według nieoficjalnych informacji portalu Tvp.info  śledztwo może zakończyć się już za kilka dni. „Analiza zeznań świadków, w tym rodziny lotnika i jego znajomych, wsparta profilem psychologicznym technika, nie pozwoliła na znalezienie jakichkolwiek dowodów wskazujących, że w śmierć Remigiusza M. mogą być zamieszane tzw. osoby trzecie. Motywem działania lotnika były kłopoty osobiste” – cytował jednego ze śledczych portal. Kolejny świadek-samobójca...
Grzegorz Wierzchołowski
Śledztwo w sprawie śmierci technika pokładowego Jaka-40, chor. Remigiusza Musia, którego znaleziono powieszonego w końcu października 2012 r., ma zostać przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie umorzone – podał portal Tvp.info. Śledczy nie znaleźli dowodów, że ktoś „pomagał” chor. Musiowi w doprowadzeniu do jego śmierci.   Według nieoficjalnych informacji portalu Tvp.info  śledztwo może zakończyć się już za kilka dni. „Analiza zeznań świadków, w tym rodziny lotnika i jego znajomych, wsparta profilem psychologicznym technika, nie pozwoliła na znalezienie jakichkolwiek dowodów wskazujących, że w śmierć Remigiusza M. mogą być zamieszane tzw. osoby trzecie. Motywem działania lotnika były kłopoty osobiste” – cytował jednego ze śledczych portal. Kolejny świadek-samobójca...
Leszek Misiak
Zarówno raport Millera, jak i komisja, która go sporządziła, są bezprawne – wynika jednoznacznie z analizy zamieszczonej w najnowszym opracowaniu smoleńskiego zespołu parlamentarnego. Maciej Lasek, mający reagować na „teorie spiskowe” dotyczące katastrofy, będzie więc bronił tez nielegalnego dokumentu.   Jak stwierdził Lasek – szef nowo powołanego zespołu do wyjaśniania opinii publicznej przyczyn i okoliczności katastrofy smoleńskiej – należy „przypomnieć prostym językiem najważniejsze rzeczy, które zostały powiedziane w raporcie komisji Millera, i pokazać, że ustalenia komisji to logiczna, oparta na faktach całość”. Niestety, owa jakoby oparta na faktach „całość” ma tyle wspólnego z logiką, co procedura powołania komisji Millera, której jednym z najbardziej prominentnych członków...
Grzegorz Wierzchołowski
Zarówno raport Millera, jak i komisja, która go sporządziła, są bezprawne – wynika jednoznacznie z analizy zamieszczonej w najnowszym opracowaniu smoleńskiego zespołu parlamentarnego. Maciej Lasek, mający reagować na „teorie spiskowe” dotyczące katastrofy, będzie więc bronił tez nielegalnego dokumentu.   Jak stwierdził Lasek – szef nowo powołanego zespołu do wyjaśniania opinii publicznej przyczyn i okoliczności katastrofy smoleńskiej – należy „przypomnieć prostym językiem najważniejsze rzeczy, które zostały powiedziane w raporcie komisji Millera, i pokazać, że ustalenia komisji to logiczna, oparta na faktach całość”. Niestety, owa jakoby oparta na faktach „całość” ma tyle wspólnego z logiką, co procedura powołania komisji Millera, której jednym z najbardziej prominentnych członków...
Leszek Misiak
Prokuratura twierdzi, że nie ma dowodów, by ktokolwiek przeżył katastrofę smoleńską. Jednak faktów, relacji świadków i przesłanek, które wskazują, że niektórzy pasażerowie mogli zaraz po katastrofie jeszcze żyć, jest wiele. Czy jest możliwe, by były one zbiegiem okoliczności?   – Materiały zebrane zarówno na miejscu zdarzenia, jak i w wyniku przeprowadzonych potem badań, nie dostarczyły dowodów na potwierdzenie tezy, że ktokolwiek przeżył katastrofę – oświadczył kilka dni temu prok. Mateusz Martyniuk, rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej. Jak jednak mówi „Gazecie Polskiej” ppłk Marek Sajdak, były szef wydziału specjalnego Biura Ochrony Rządu, informację o trzech osobach rannych podawał nawet oficer dyżurny BOR. – Kiedy wydarzyła się katastrofa, byłem poza Warszawą....
Grzegorz Wierzchołowski
Prokuratura twierdzi, że nie ma dowodów, by ktokolwiek przeżył katastrofę smoleńską. Jednak faktów, relacji świadków i przesłanek, które wskazują, że niektórzy pasażerowie mogli zaraz po katastrofie jeszcze żyć, jest wiele. Czy jest możliwe, by były one zbiegiem okoliczności?   – Materiały zebrane zarówno na miejscu zdarzenia, jak i w wyniku przeprowadzonych potem badań, nie dostarczyły dowodów na potwierdzenie tezy, że ktokolwiek przeżył katastrofę – oświadczył kilka dni temu prok. Mateusz Martyniuk, rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej. Jak jednak mówi „Gazecie Polskiej” ppłk Marek Sajdak, były szef wydziału specjalnego Biura Ochrony Rządu, informację o trzech osobach rannych podawał nawet oficer dyżurny BOR. – Kiedy wydarzyła się katastrofa, byłem poza Warszawą....
Leszek Misiak
Powrót teorii o obecności gen. Andrzeja Błasika w kokpicie, obalonej przez prokuraturę, o rzekomych naciskach prezydenta na załogę, niewyszkolonych pilotach, kiepskich ekspertach zespołu parlamentarnego, którzy lansują nieuprawnione tezy, i „oszołomach” spod Krzyża Pamięci – to główne tezy, jakie zostają po lekturze rocznicowego dodatku „Gazety Wyborczej” o katastrofie smoleńskiej „Wyjście z mgły”. Nie znajdziemy w tym opracowaniu ani informacji o czterech wersjach stenogramów rozmów z wieżą lotów, „poprawianych” przez Rosjan, ani o ukrywaniu przez prokuraturę od trzech lat jedynego oryginalnego nagrania rozmów pilotów z wieżą, pozyskanego bez pośrednictwa Rosji – taśmy magnetofonowej (właściwie drutu, na którym są nagrane) Jaka-40, ani o ukrywaniu przez agendy rządowe zdjęć...
Grzegorz Wierzchołowski
Powrót teorii o obecności gen. Andrzeja Błasika w kokpicie, obalonej przez prokuraturę, o rzekomych naciskach prezydenta na załogę, niewyszkolonych pilotach, kiepskich ekspertach zespołu parlamentarnego, którzy lansują nieuprawnione tezy, i „oszołomach” spod Krzyża Pamięci – to główne tezy, jakie zostają po lekturze rocznicowego dodatku „Gazety Wyborczej” o katastrofie smoleńskiej „Wyjście z mgły”. Nie znajdziemy w tym opracowaniu ani informacji o czterech wersjach stenogramów rozmów z wieżą lotów, „poprawianych” przez Rosjan, ani o ukrywaniu przez prokuraturę od trzech lat jedynego oryginalnego nagrania rozmów pilotów z wieżą, pozyskanego bez pośrednictwa Rosji – taśmy magnetofonowej (właściwie drutu, na którym są nagrane) Jaka-40, ani o ukrywaniu przez agendy rządowe zdjęć...
Leszek Misiak
Przebieg przetargu na remont rządowych Tu-154M odbywał się pod kontrolą gen. Michaiła Dmitriewa, wieloletniego funkcjonariusza KGB i rosyjskiego wywiadu SWR. W skierowaniu polskich samolotów do zakładów Aviakor w Samarze pomógł mu MAK i spółka Tupolew, która jeszcze przed rozstrzygnięciem przetargu zadeklarowała, że żadnej innej firmie nie dostarczy potrzebnych części.   Gen. Dmitriew był szefem Federalnej Służby Współpracy Wojskowo-Technicznej, która kontrolowała przetarg. Po katastrofie smoleńskiej został doradcą ministra Siergieja Szojgu, koordynującego 10 kwietnia 2010 r. akcję „zabezpieczenia” wraku tupolewa. Kierowana przez Dmitriewa Federalna Służba Współpracy Wojskowo-Technicznej Federacji Rosyjskiej (FSWTS) – jak ujawnia najnowszy raport smoleńskiego zespołu...
Grzegorz Wierzchołowski
Przebieg przetargu na remont rządowych Tu-154M odbywał się pod kontrolą gen. Michaiła Dmitriewa, wieloletniego funkcjonariusza KGB i rosyjskiego wywiadu SWR. W skierowaniu polskich samolotów do zakładów Aviakor w Samarze pomógł mu MAK i spółka Tupolew, która jeszcze przed rozstrzygnięciem przetargu zadeklarowała, że żadnej innej firmie nie dostarczy potrzebnych części.   Gen. Dmitriew był szefem Federalnej Służby Współpracy Wojskowo-Technicznej, która kontrolowała przetarg. Po katastrofie smoleńskiej został doradcą ministra Siergieja Szojgu, koordynującego 10 kwietnia 2010 r. akcję „zabezpieczenia” wraku tupolewa. Kierowana przez Dmitriewa Federalna Służba Współpracy Wojskowo-Technicznej Federacji Rosyjskiej (FSWTS) – jak ujawnia najnowszy raport smoleńskiego zespołu...
Leszek Misiak
Dr Szuladziński opracował na specjalnym programie komputerowym przebieg takiego zdarzenia w czterech wariantach, zakładając dwie prędkości – 10 m/s i 20 m/s – i dwa położenia samolotu w chwili zetknięcia się z ziemią: normalne i odwrócone. W żadnym z założonych wariantów symulacja nie wykazała rozerwania kadłuba na drobne części. Gdyby samolot uderzył – jak wynika z raportów MAK i Millera – z prędkością pionową 10 m/s w pozycji odwróconej, we wczesnej fazie uderzenia doszłoby do owalizacji i spłaszczenia kadłuba, a następnie do stałego odkształcenia się jego powierzchni w kilku miejscach (ilustracja nr 1). Nie byłoby jednak mowy o rozerwaniu poszycia i kadłuba. Jeśli Tu-154 zetknąłby się z gruntem z prędkością pionową dwa razy większą – 20 m/s – następstwa byłyby poważniejsze:...
Grzegorz Wierzchołowski
Dr Szuladziński opracował na specjalnym programie komputerowym przebieg takiego zdarzenia w czterech wariantach, zakładając dwie prędkości – 10 m/s i 20 m/s – i dwa położenia samolotu w chwili zetknięcia się z ziemią: normalne i odwrócone. W żadnym z założonych wariantów symulacja nie wykazała rozerwania kadłuba na drobne części. Gdyby samolot uderzył – jak wynika z raportów MAK i Millera – z prędkością pionową 10 m/s w pozycji odwróconej, we wczesnej fazie uderzenia doszłoby do owalizacji i spłaszczenia kadłuba, a następnie do stałego odkształcenia się jego powierzchni w kilku miejscach (ilustracja nr 1). Nie byłoby jednak mowy o rozerwaniu poszycia i kadłuba. Jeśli Tu-154 zetknąłby się z gruntem z prędkością pionową dwa razy większą – 20 m/s – następstwa byłyby poważniejsze:...
Leszek Misiak
Znali wynik przetargu przed jego rozstrzygnięciem Konieczność rozpisania przetargu na remonty główne polskich Tu-154M i ich ośmiu silników była spowodowana brakiem nowych samolotów dla VIP-ów. Skąd jednak przedstawiciele polskiej firmy Polit Elektronik (przedstawiciela na Polskę rosyjskiej firmy RAC „MiG”) już jesienią 2008 r., a więc kilka miesięcy przed rozstrzygnięciem ogłoszonego przez MON przetargu, wiedzieli, że ich firma wraz z MAW Telecom ten przetarg wygra i że remont będzie wykonywała konkretna rosyjska firma? Jak ustalił bowiem zespół parlamentarny – ludzie związani z Polit Elektronik poinformowali wówczas przedstawicieli firmy „Aviakor” z Samary o swoim zwycięstwie w przetargu i prawie do podpisania porozumienia w sprawie wykonania remontu polskich Tu-154M.  W...
Grzegorz Wierzchołowski
Znali wynik przetargu przed jego rozstrzygnięciem Konieczność rozpisania przetargu na remonty główne polskich Tu-154M i ich ośmiu silników była spowodowana brakiem nowych samolotów dla VIP-ów. Skąd jednak przedstawiciele polskiej firmy Polit Elektronik (przedstawiciela na Polskę rosyjskiej firmy RAC „MiG”) już jesienią 2008 r., a więc kilka miesięcy przed rozstrzygnięciem ogłoszonego przez MON przetargu, wiedzieli, że ich firma wraz z MAW Telecom ten przetarg wygra i że remont będzie wykonywała konkretna rosyjska firma? Jak ustalił bowiem zespół parlamentarny – ludzie związani z Polit Elektronik poinformowali wówczas przedstawicieli firmy „Aviakor” z Samary o swoim zwycięstwie w przetargu i prawie do podpisania porozumienia w sprawie wykonania remontu polskich Tu-154M.  W...
Leszek Misiak
Polski minister spraw zagranicznych powiedział niedawno, że wrak Tu-154 nie przedstawia wartości dowodowej. Jak Pan – ekspert lotniczy z 25-letnim doświadczeniem – ocenia te słowa? Świadczą one – mówiąc najdelikatniej – o nieznajomości tematu. Badanie wraku to jedna z podstawowych czynności, jakie wykonuje się w celu ustalenia przyczyn katastrofy lotniczej. Jestem zdumiony, że minister Sikorski wypowiedział się w ten sposób. Gdyby wrak wrócił do Polski, można by przecież dokonać jeszcze rekonstrukcji samolotu, oczywiście częściowej, która pomogłaby znaleźć odpowiedź na pytanie, co stało się w Smoleńsku. Pamiętam sytuację, gdy przyczynę wypadku ustaliliśmy dzięki zbadaniu małego przepalonego kółeczka wielkości 3 mm.   Członkowie komisji Millera nie badali jednak wraku. Czy dlatego...
Grzegorz Wierzchołowski
Polski minister spraw zagranicznych powiedział niedawno, że wrak Tu-154 nie przedstawia wartości dowodowej. Jak Pan – ekspert lotniczy z 25-letnim doświadczeniem – ocenia te słowa? Świadczą one – mówiąc najdelikatniej – o nieznajomości tematu. Badanie wraku to jedna z podstawowych czynności, jakie wykonuje się w celu ustalenia przyczyn katastrofy lotniczej. Jestem zdumiony, że minister Sikorski wypowiedział się w ten sposób. Gdyby wrak wrócił do Polski, można by przecież dokonać jeszcze rekonstrukcji samolotu, oczywiście częściowej, która pomogłaby znaleźć odpowiedź na pytanie, co stało się w Smoleńsku. Pamiętam sytuację, gdy przyczynę wypadku ustaliliśmy dzięki zbadaniu małego przepalonego kółeczka wielkości 3 mm.   Członkowie komisji Millera nie badali jednak wraku. Czy dlatego...
Leszek Misiak
W dokumentacji SKW winny być wyodrębnione dwa główne zasoby informacji: dotyczący zabezpieczenia remontu na terenie zakładów remontowych i kontroli jakości jego wykonania oraz zawierający wszelkie informacje dotyczące zagrożeń wywiadowczych i terrorystycznych, które mogły wiązać się z remontem samolotu. Wreszcie – podkreślają Kiciński i Kowalski – należało zlecić analizy, które ocenią dwie hipotezy główne. Pierwsza z nich mówi o tym, że nastąpiła zmowa urzędników i firm w celu przechwycenia kontraktu. Za wiarygodnością tej hipotezy przemawia jednoczesne działanie rosyjskich i polskich władz, np. przepisy dekretu Prezydenta Rosji z 16 stycznia 2009 r., które wykorzystano do sterowania przetargiem na remont polskich samolotów TU-154M, i wyeliminowanie przez stronę polską –...
Grzegorz Wierzchołowski
W dokumentacji SKW winny być wyodrębnione dwa główne zasoby informacji: dotyczący zabezpieczenia remontu na terenie zakładów remontowych i kontroli jakości jego wykonania oraz zawierający wszelkie informacje dotyczące zagrożeń wywiadowczych i terrorystycznych, które mogły wiązać się z remontem samolotu. Wreszcie – podkreślają Kiciński i Kowalski – należało zlecić analizy, które ocenią dwie hipotezy główne. Pierwsza z nich mówi o tym, że nastąpiła zmowa urzędników i firm w celu przechwycenia kontraktu. Za wiarygodnością tej hipotezy przemawia jednoczesne działanie rosyjskich i polskich władz, np. przepisy dekretu Prezydenta Rosji z 16 stycznia 2009 r., które wykorzystano do sterowania przetargiem na remont polskich samolotów TU-154M, i wyeliminowanie przez stronę polską –...
Leszek Misiak
W czasie przygotowań do wyjazdu delegacji katyńskich premiera i prezydenta w dyspozycji 36. specpułku były cztery Jaki-40. Jeden a nich stał niesprawny w hangarze, czekał na agregaty, które wysłano do remontu w zakładach na Białorusi. 10 kwietnia 2010 r. z trzech sprawnych maszyn Jak-40 dwie były przygotowane do lotu, trzecia nie miała oblotu, jaki wykonuje się pół godziny przed wylotem. Gotowe były więc dwa jaki, ale tylko jeden z nich spełniał podwyższone wymogi, by zabrać pasażera o statusie HEAD, czyli w tym wypadku prezydenta. – Chodzi o wykonanie lotu komisyjnego, po którym obowiązują szczególne rygory dotyczące m.in. dostępu do samolotu. Po takim locie samolot uzyskuje gotowość do zadań związanych z lotem o statusie HEAD, którą zachowuje 72 godziny, pod warunkiem że nie...
Grzegorz Wierzchołowski
W czasie przygotowań do wyjazdu delegacji katyńskich premiera i prezydenta w dyspozycji 36. specpułku były cztery Jaki-40. Jeden a nich stał niesprawny w hangarze, czekał na agregaty, które wysłano do remontu w zakładach na Białorusi. 10 kwietnia 2010 r. z trzech sprawnych maszyn Jak-40 dwie były przygotowane do lotu, trzecia nie miała oblotu, jaki wykonuje się pół godziny przed wylotem. Gotowe były więc dwa jaki, ale tylko jeden z nich spełniał podwyższone wymogi, by zabrać pasażera o statusie HEAD, czyli w tym wypadku prezydenta. – Chodzi o wykonanie lotu komisyjnego, po którym obowiązują szczególne rygory dotyczące m.in. dostępu do samolotu. Po takim locie samolot uzyskuje gotowość do zadań związanych z lotem o statusie HEAD, którą zachowuje 72 godziny, pod warunkiem że nie...
Leszek Misiak
Czy Arabski ma się czego obawiać? Według przepisów „Porozumienia w sprawie wojskowego specjalnego transportu lotniczego” z 18 lipca 2005 r., był koordynatorem tragicznego lotu Tu-154M do Rosji 10 kwietnia 2010 r., zakończonego śmiercią prezydenta RP, najwyższych dowódców polskiej armii i kilkudziesięciu innych osób. To właśnie Tomasza Arabskiego Kancelaria Prezydenta powiadomiła (3 marca 2010 r.) „o konieczności zabezpieczenia przelotów samolotem specjalnym Tu-154M” na trasach Warszawa–Smoleńsk i Smoleńsk–Warszawa. W czasie organizacji lotu nie wyznaczono nawet lotnisk zapasowych na wypadek, gdyby w Smoleńsku nie było warunków do lądowania. Kandydat na ambasadora zlekceważył pracowników ambasady Przed katastrofą smoleńską – w ...
Grzegorz Wierzchołowski
Czy Arabski ma się czego obawiać? Według przepisów „Porozumienia w sprawie wojskowego specjalnego transportu lotniczego” z 18 lipca 2005 r., był koordynatorem tragicznego lotu Tu-154M do Rosji 10 kwietnia 2010 r., zakończonego śmiercią prezydenta RP, najwyższych dowódców polskiej armii i kilkudziesięciu innych osób. To właśnie Tomasza Arabskiego Kancelaria Prezydenta powiadomiła (3 marca 2010 r.) „o konieczności zabezpieczenia przelotów samolotem specjalnym Tu-154M” na trasach Warszawa–Smoleńsk i Smoleńsk–Warszawa. W czasie organizacji lotu nie wyznaczono nawet lotnisk zapasowych na wypadek, gdyby w Smoleńsku nie było warunków do lądowania. Kandydat na ambasadora zlekceważył pracowników ambasady Przed katastrofą smoleńską – w ...
Leszek Misiak
Czy prokuratura ukrywa nagrania z Jaka-40 dlatego, że podważają one nie tylko ustalenia rosyjskiego MAK, polskiej komisji Jerzego Millera, ale także rosyjskiej oraz polskiej prokuratury? Takie podejrzenia mają nasi eksperci. – Działania prokuratury wojskowej mogą doprowadzić do tego, że niebawem taśmy utracą status fundamentalnego dowodu w polskim śledztwie – alarmują. Dlaczego? Nasi specjaliści wskazują, że treść oryginalnych nagrań z Jaka-40 może zostać dopasowana do rosyjskiej kopii nagrań z wieży. Argument prokuratury, że musi poznać częstotliwość prądu w rosyjskiej sieci energetycznej w czasie powstawania kopii nagrania z wieży w Smoleńsku po to, by określić czasy rozmów nagranych na magnetofonie Jaka-40, nie ma, ich zdaniem, żadnego uzasadnienia. A takie właśnie tłumaczenie...
Grzegorz Wierzchołowski
Czy prokuratura ukrywa nagrania z Jaka-40 dlatego, że podważają one nie tylko ustalenia rosyjskiego MAK, polskiej komisji Jerzego Millera, ale także rosyjskiej oraz polskiej prokuratury? Takie podejrzenia mają nasi eksperci. – Działania prokuratury wojskowej mogą doprowadzić do tego, że niebawem taśmy utracą status fundamentalnego dowodu w polskim śledztwie – alarmują. Dlaczego? Nasi specjaliści wskazują, że treść oryginalnych nagrań z Jaka-40 może zostać dopasowana do rosyjskiej kopii nagrań z wieży. Argument prokuratury, że musi poznać częstotliwość prądu w rosyjskiej sieci energetycznej w czasie powstawania kopii nagrania z wieży w Smoleńsku po to, by określić czasy rozmów nagranych na magnetofonie Jaka-40, nie ma, ich zdaniem, żadnego uzasadnienia. A takie właśnie tłumaczenie...
Leszek Misiak
Czy ubiegłotygodniowa publikacja „Gazety Polskiej” mogła mieć wpływ na komunikat rosyjskiego Komitetu Śledczego, który stwierdził, że wspólne, polsko-rosyjskie ekspertyzy nie wykazały śladów wybuchu na szczątkach Tu-154? Z pewnością. Opublikowany w „GP” artykuł – który ujawniał, że są już pierwsze wyniki badań, potwierdzające fakt istnienia materiałów wybuchowych na wraku – odegrał tu wielką rolę. Zwłaszcza że wkrótce po tej publikacji w mediach pojawiły się rezultaty analiz, które w USA zlecił Stanisław Zagrodzki, krewny śp. Ewy Bąkowskiej. Wynika z nich – jak wiemy – że na pasie, którym była przypięta pani Bąkowska, mogą być ślady DNT, związku będącego wynikiem rozkładu TNT. Byłoby to potwierdzenie tego, że na pokładzie TU-154 doszło do eksplozji materiału wybuchowego. Kompromituje...
Grzegorz Wierzchołowski
Czy ubiegłotygodniowa publikacja „Gazety Polskiej” mogła mieć wpływ na komunikat rosyjskiego Komitetu Śledczego, który stwierdził, że wspólne, polsko-rosyjskie ekspertyzy nie wykazały śladów wybuchu na szczątkach Tu-154? Z pewnością. Opublikowany w „GP” artykuł – który ujawniał, że są już pierwsze wyniki badań, potwierdzające fakt istnienia materiałów wybuchowych na wraku – odegrał tu wielką rolę. Zwłaszcza że wkrótce po tej publikacji w mediach pojawiły się rezultaty analiz, które w USA zlecił Stanisław Zagrodzki, krewny śp. Ewy Bąkowskiej. Wynika z nich – jak wiemy – że na pasie, którym była przypięta pani Bąkowska, mogą być ślady DNT, związku będącego wynikiem rozkładu TNT. Byłoby to potwierdzenie tego, że na pokładzie TU-154 doszło do eksplozji materiału wybuchowego. Kompromituje...
Leszek Misiak
Badania zlecił jeszcze w ubiegłym roku Stanisław Zagrodzki, kuzyn śp. Ewy Bąkowskiej, która zginęła w katastrofie smoleńskiej. Analizy laboratoryjne dowiodły ponad wszelką wątpliwość, że na pasie, którym przypięta była Ewa Bąkowska, znajdowały się ślady trotylu, i to przereagowanego – czyli takiego, który eksplodował. – Czekam jeszcze na skompletowanie fachowej opinii pirotechnicznej w tym zakresie, gdyż wyniki analizy wskazują na obecność także innych związków. Dopiero wtedy będę komentował tę sprawę – powiedział „GP” Stanisław Zagrodzki. Co zrobi prokuratura Badania laboratoryjne potwierdziły to, co wynikało z wcześniejszych testów przeprowadzonych w USA przy użyciu terenowego zestawu do wykrywania materiałów wybuchowych. Eksperci badali wówczas wspominany pas bezpieczeństwa...
Grzegorz Wierzchołowski
Badania zlecił jeszcze w ubiegłym roku Stanisław Zagrodzki, kuzyn śp. Ewy Bąkowskiej, która zginęła w katastrofie smoleńskiej. Analizy laboratoryjne dowiodły ponad wszelką wątpliwość, że na pasie, którym przypięta była Ewa Bąkowska, znajdowały się ślady trotylu, i to przereagowanego – czyli takiego, który eksplodował. – Czekam jeszcze na skompletowanie fachowej opinii pirotechnicznej w tym zakresie, gdyż wyniki analizy wskazują na obecność także innych związków. Dopiero wtedy będę komentował tę sprawę – powiedział „GP” Stanisław Zagrodzki. Co zrobi prokuratura Badania laboratoryjne potwierdziły to, co wynikało z wcześniejszych testów przeprowadzonych w USA przy użyciu terenowego zestawu do wykrywania materiałów wybuchowych. Eksperci badali wówczas wspominany pas bezpieczeństwa...
Leszek Misiak
Śledztwo w sprawie wadliwego wykonania pasa startowego, które doprowadziło port lotniczy do strat sięgających ponad 10 mln zł, prowadzi Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Wszczęto je z zawiadomienia lotniska w Modlinie. – Postępowanie prowadzone jest w sprawie wyrządzenia znacznej szkody w mieniu Mazowieckiego Portu Lotniczego Warszawa-Modlin poprzez niedopełnienie obowiązków inwestora zastępczego. Chodzi też o poświadczenie nieprawdy w dokumentach potwierdzających, że roboty zostały wykonane zgodnie z projektem budowlanym, czyli mówiąc potocznie o fałszerstwo – mówi „GP” zastępca prokuratora okręgowego Mariusz Piłat. Jak się dowiedzieliśmy, śledztwo zostało przedłużone do 11 kwietnia 2013 r. Przesłuchania i inne czynności procesowe powierzono Wydziałowi ds. Przestępstw Gospodarczych...
Grzegorz Wierzchołowski
Śledztwo w sprawie wadliwego wykonania pasa startowego, które doprowadziło port lotniczy do strat sięgających ponad 10 mln zł, prowadzi Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Wszczęto je z zawiadomienia lotniska w Modlinie. – Postępowanie prowadzone jest w sprawie wyrządzenia znacznej szkody w mieniu Mazowieckiego Portu Lotniczego Warszawa-Modlin poprzez niedopełnienie obowiązków inwestora zastępczego. Chodzi też o poświadczenie nieprawdy w dokumentach potwierdzających, że roboty zostały wykonane zgodnie z projektem budowlanym, czyli mówiąc potocznie o fałszerstwo – mówi „GP” zastępca prokuratora okręgowego Mariusz Piłat. Jak się dowiedzieliśmy, śledztwo zostało przedłużone do 11 kwietnia 2013 r. Przesłuchania i inne czynności procesowe powierzono Wydziałowi ds. Przestępstw Gospodarczych...
Leszek Misiak
Jakie badania, np. dotyczące wytrzymałości poszycia i nitów, mogliby wykonać polscy eksperci, mając do dyspozycji bliźniaczy samolot Tu-154 nr 102? Nie trzeba całego samolotu, wystarczą konkretne części, które można by poddać badaniom, czyli np. elementy poszycia, wytłoczki aluminiowe itd. Możemy więc wziąć do badań element poszycia, np. wygiętą płytę aluminiową z tego samego materiału, z którego był wykonany Tu-154, albo wytłoczkę aluminiową, która reprezentowałaby wzdłużnicę, i obciążyć je na jakimś stanowisku testującym – wtedy będziemy wiedzieli dokładnie, jakie siły spowodowały wyrwanie nitów w tupolewie nr 101. Nie będzie różnicy między taką modelową konstrukcją a prawdziwym samolotem? W takich badaniach chodzi o prawa fizyki, które są niezmienne. Konstrukcja samolotu to –...
Grzegorz Wierzchołowski
Jakie badania, np. dotyczące wytrzymałości poszycia i nitów, mogliby wykonać polscy eksperci, mając do dyspozycji bliźniaczy samolot Tu-154 nr 102? Nie trzeba całego samolotu, wystarczą konkretne części, które można by poddać badaniom, czyli np. elementy poszycia, wytłoczki aluminiowe itd. Możemy więc wziąć do badań element poszycia, np. wygiętą płytę aluminiową z tego samego materiału, z którego był wykonany Tu-154, albo wytłoczkę aluminiową, która reprezentowałaby wzdłużnicę, i obciążyć je na jakimś stanowisku testującym – wtedy będziemy wiedzieli dokładnie, jakie siły spowodowały wyrwanie nitów w tupolewie nr 101. Nie będzie różnicy między taką modelową konstrukcją a prawdziwym samolotem? W takich badaniach chodzi o prawa fizyki, które są niezmienne. Konstrukcja samolotu to –...
Leszek Misiak
Decyzja, czy generałowie polecą w jednym samolocie z prezydentem, ważyła się niemal do ostatniej chwili przed wylotem 10 kwietnia 2010 r. O tym, że generałowie WP, razem z dowódcą Sił Powietrznych Andrzejem Błasikiem, mają polecieć tupolewem, zdecydowano wbrew planom generała. Ale nawet gdyby przed odlotem Lech Kaczyński zdecydował, że jednak generałowie polecą Jakiem-40 – nie było już wyjścia. Gdy limuzyna z głową państwa pojawiła się na płycie lotniska wojskowego na Okęciu, było kilka minut po godz. 7. Jak-40 z dziennikarzami na pokładzie, który wystartował o godz. 5.35, był już półtorej godziny w powietrzu (Jak-40 leci do Smoleńska ponad godzinę dłużej niż Tu-154). Innych samolotów, w tym przewidzianego w instrukcji o lotach Head rezerwowego samolotu dla prezydenta, nie podstawiono....
Grzegorz Wierzchołowski
Decyzja, czy generałowie polecą w jednym samolocie z prezydentem, ważyła się niemal do ostatniej chwili przed wylotem 10 kwietnia 2010 r. O tym, że generałowie WP, razem z dowódcą Sił Powietrznych Andrzejem Błasikiem, mają polecieć tupolewem, zdecydowano wbrew planom generała. Ale nawet gdyby przed odlotem Lech Kaczyński zdecydował, że jednak generałowie polecą Jakiem-40 – nie było już wyjścia. Gdy limuzyna z głową państwa pojawiła się na płycie lotniska wojskowego na Okęciu, było kilka minut po godz. 7. Jak-40 z dziennikarzami na pokładzie, który wystartował o godz. 5.35, był już półtorej godziny w powietrzu (Jak-40 leci do Smoleńska ponad godzinę dłużej niż Tu-154). Innych samolotów, w tym przewidzianego w instrukcji o lotach Head rezerwowego samolotu dla prezydenta, nie podstawiono....
Leszek Misiak
– W Tu-154M 101 nie było żadnej osłony przeciwrakietowej – tzw. systemu obrony biernej – bo Rosjanie nie zamontowali go podczas remontu – mówi „GP” wysoki rangą oficer Wojska Polskiego z kręgów zbliżonych do MON, pragnący zachować anonimowość. Jak wyjaśnia, na polecenie gen. Błasika Szefostwo Wojsk Lotniczych, czyli gestor (zarządca, dysponent – przyp. red.), w porozumieniu z inżynierami z Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych wystąpiło o zamontowanie tego systemu, co było tym bardziej zasadne, że rządowe tupolewy wykonywały loty do Iraku i Afganistanu, gdzie mogły być zaatakowane przez terrorystów. – Jednak Departament Zaopatrywania Sił Zbrojnych wykreślił ten wniosek, a także wiele innych propozycji modernizacji tupolewów, zgłoszonych przez podwładnych gen. Błasika. Wycięcie systemu...
Grzegorz Wierzchołowski
– W Tu-154M 101 nie było żadnej osłony przeciwrakietowej – tzw. systemu obrony biernej – bo Rosjanie nie zamontowali go podczas remontu – mówi „GP” wysoki rangą oficer Wojska Polskiego z kręgów zbliżonych do MON, pragnący zachować anonimowość. Jak wyjaśnia, na polecenie gen. Błasika Szefostwo Wojsk Lotniczych, czyli gestor (zarządca, dysponent – przyp. red.), w porozumieniu z inżynierami z Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych wystąpiło o zamontowanie tego systemu, co było tym bardziej zasadne, że rządowe tupolewy wykonywały loty do Iraku i Afganistanu, gdzie mogły być zaatakowane przez terrorystów. – Jednak Departament Zaopatrywania Sił Zbrojnych wykreślił ten wniosek, a także wiele innych propozycji modernizacji tupolewów, zgłoszonych przez podwładnych gen. Błasika. Wycięcie systemu...
Leszek Misiak
Czy z 1000 świadków jeden widział „beczkę”? Podkreślamy, że zapytaliśmy prokuraturę, czy posiada zeznania bezpośrednich świadków katastrofy smoleńskiej, którzy potwierdzają wersję katastrofy komisji MAK, Millera i National Geographic, a więc np. widzieli, jak samolot wykonywał tzw. beczkę (a jeśli tak, to w jakim miejscu się wtedy znajdował), widzieli zderzenie z brzozą, gdy urywała ona Tu-154 kawałek skrzydła, widzieli, jak samolot upadł na ziemię kołami do góry. Informacja, czy są tacy świadkowie, okazała się tajna. Tymczasem samo potwierdzenie, że takie osoby istnieją, nie oznacza ujawnienia ani ich danych personalnych, ani treści ich zeznań. Odmowa odpowiedzi na to podstawowe pytanie rodzi więc wątpliwości, czy tacy świadkowie w ogóle są? Zapytaliśmy też prokuraturę, czy –...

Pages