Nr 15 z 10 kwietnia 2013

2. Zbrodni dokonano z woli Stalina, na rozkaz naj­wyższych władz Związku Sowieckiego: Biura Poli­tycznego WKP(b). Decyzja zapada 5 marca 1940, na wniosek Ławrentija Berii: rozstrzelać! W uzasadnie­niu wniosku czytamy: to zatwardziali, nie rokujący poprawy wrogowie władzy sowieckiej.   3. Tych ludzi zgładzono bez procesów i wyroków. Zo­stali zamordowani z pogwałceniem praw i konwencji cywilizowanego świata. Czym jest śmierć dziesiątków tysięcy osób – obywateli Rzeczypospolitej – bez sądu? Jeśli to nie jest ludobójstwo, to co nim jest?   4. Pytamy, nie przestajemy pytać: dlaczego? Historycy wskazują zbrodnicze mechanizmy komunistycznego totalitaryzmu. Część jego ofiar leży tuż obok, również w katyńskim lesie. To tysiące Rosjan, Ukraińców, Bia­łorusinów, ludzi innych narodów....
Krzysztof Szczerski
To działania, które każde szanujące się państwo podejmuje nawet nie ze względu na swoje powinności wobec ofiar i ich rodzin (choć w sensie moralnym jest to najważniejsze), ale przede wszystkim w swoim własnym interesie – w imię racji stanu samego państwa. Elity rządzące, o ile nie są pozbawione instynktu samodzielności i przetrwania, robią wszystko, by dojść do faktów o takiej tragedii jak ta, która miała miejsce w Smoleńsku. Wiedzą bowiem, że zgoda na kłamstwo w tej sprawie jest śmiertelnym zagrożeniem także dla nich samych, bo podważa sens podmiotowości ich państwa, a tym samym sens istnienia także ich samych. Problem polega na tym, iż obecny obóz władzy nie dość, że nie wykazuje postawy podmiotowej w żadnym aspekcie polityki, to jeszcze z jakiegoś powodu przyjął na siebie rolę...
Andrzej Waśko
Nawet wśród ludzi, którzy jednoznacznie potępiali ekscesy z Krakowskiego Przedmieścia, było wielu takich, na których robił wrażenie argument, że żałoba też ma swoje granice, że w mszach i manifestacjach smoleńskich jest jakaś przesada, coś nienormalnego. Latem 2010 r. Polaków zaczęto jakby gwałtem zaganiać do normalności – ale w sytuacji braku wyjaśnienia przyczyn tragedii właśnie to było nienormalne. Rzeczywistą obroną norm wobec kłamstw i upokorzenia, jakie nam zaserwowano po katastrofie, okazało się za to, obok dociekania prawdy, trwanie smoleńskiej żałoby i smoleńskiego protestu części społeczeństwa. Polska Tuska na mogiłach Do podstawowych norm naszej kultury należy bowiem opłakiwanie zmarłych, a szczególnie tych, którzy ponieśli śmierć w służbie ojczyzny. W tle politycznych...
Prof. Zdzisław Krasnodębski
Ile razy już ogłaszano, że czas się zająć ważniejszymi sprawami, że wszystko zostało wyjaśnione i było „arcyboleśnie proste”, ile razy mówiono, że Polacy już nie chcą słyszeć o Smoleńsku, ile razy usiłowano odwrócić uwagę społeczną „sukcesami” rządu lub pustymi gestami zaspokoić potrzebę oddania hołdu i potrzebę pamięci? Nie, nie zapomnieliśmy. I się nie zmęczymy. Jak długo będzie trzeba, tak długo będziemy  walczyć o to, by tragedia smoleńska została wyjaśniona, by winni zostali ukarani, a ofiary pamiętane, dopóki Polska będzie Polską. Zadbamy też o to, by tym razem grubej kreski nie było. Odpowiedzialni za tę śmierć poniosą konsekwencje. Jestem o tym przekonany. Premier Tusk już wie, że 10 kwietnia lepiej jest zejść Polakom z oczu – jego wyjazd do Nigerii mówi sam za siebie...
Joanna Lichocka
Gdy piszę ten tekst – piątek 5 kwietnia – postkomunistyczny establishment medialny wciąż walczy: śmieszy, tumani, przestrasza. Media, z „Gazetą Wyborczą” i publicystami „Polityki” na czele, wytaczają najcięższe działa, by wtłoczyć Polakom do głowy, jak złe, fatalne, manipulatorskie i kłamliwe tezy zawarte są w „Anatomii upadku”. Padają deklaracje nie tylko te dość niewinne, czyli kto będzie oglądał telewizję w momencie emisji filmu, a kto nie, lecz także takie, które sprawiają, że robi się momentami straszno. „Nie rozumiem, po co dyskusja, po co dwa filmy” – wyznaje w swej prostocie Janina Paradowska, a pióra „Wyborczej” piszą m.in. o „fałszywie pojętym pluralizmie” i to sformułowanie jest chyba najsłabsze spośród wszystkich, które domagają się dalszego stosowania cenzury. Prezes TVP...
Tomasz Sakiewicz
Nie ma również wątpliwości co do tego, że gdyby rzeczywiście uderzył w podłoże z taką prędkością, co do której nie ma sporu – 9 metrów na sekundę, czyli tyle, ile przy normalnym lądowaniu – to o żadnym rozpadzie na tysiące części nie mogło być mowy. Jest nawet wysoce prawdopodobne, że by nawet nie pękł. W takiej sytuacji pytanie o to, co naprawdę stało się w pobliżu lotniska w Smoleńsku, nasuwa się samo. Co było przyczyną tak nieprawdopodobnego zniszczenia samolotu? Narzucającą się odpowiedzią jest stwierdzenie, iż doszło do wybuchu. Jeżeli wybuch, to kto go przygotował? Jeżeli wybuch, to możliwości jest naprawdę mnóstwo. Nie chcę w tym momencie o tym rozmawiać, bo moje wypowiedzi zbyt łatwo stają się przedmiotem dywagacji. Nie będę spekulował, kto mógł to zrobić, ale wiem, że...
Katarzyna Gójska-Hejke
Nie ma również wątpliwości co do tego, że gdyby rzeczywiście uderzył w podłoże z taką prędkością, co do której nie ma sporu – 9 metrów na sekundę, czyli tyle, ile przy normalnym lądowaniu – to o żadnym rozpadzie na tysiące części nie mogło być mowy. Jest nawet wysoce prawdopodobne, że by nawet nie pękł. W takiej sytuacji pytanie o to, co naprawdę stało się w pobliżu lotniska w Smoleńsku, nasuwa się samo. Co było przyczyną tak nieprawdopodobnego zniszczenia samolotu? Narzucającą się odpowiedzią jest stwierdzenie, iż doszło do wybuchu. Jeżeli wybuch, to kto go przygotował? Jeżeli wybuch, to możliwości jest naprawdę mnóstwo. Nie chcę w tym momencie o tym rozmawiać, bo moje wypowiedzi zbyt łatwo stają się przedmiotem dywagacji. Nie będę spekulował, kto mógł to zrobić, ale wiem, że...
Krystyna Grzybowska
To z mediów i ich pomysłów na rozrywkę młodzi ludzie czerpią wzory postępowania i poczucie bezkarności, wspierane głoszoną powszechnie pochwałą egoizmu i życia na cudzy rachunek. I co najważniejsze – zrzucania na innych odpowiedzialności za niepowodzenie jednostki. Co oznacza wypranie ludzi z poczucia winy i odpowiedzialności za życie swoje i najbliższych. Dlaczego zabiłaś swojego synka? – pyta tabloid młodą matkę, która udusiła półtorarocznego chłopczyka. A ona na to: – Udusiłam, i już. A dlaczego nauczyciel akademicki w jakiejś uczelni pobierał od studentów opłaty za dobre oceny i na dodatek według ustalonej przez siebie taryfy? No właśnie, pobierał, bo chciał zarobić. Czy to kogoś dziwi? Znany sportowiec Pistorius zastrzelił swoją narzeczoną, bo ją pomylił z włamywaczem. No i już,...
Anita Gargas
Paradoksalnie dzięki katastrofie smoleńskiej jesteśmy o wiele bliżej osiągnięcia tego, o czym marzyli zatroskani stanem państwa obserwatorzy – by przeciętny obywatel bez trudu rozpoznawał, kto w społeczeństwie polskim stanowi plewy, a kto ziarna. Wcześniej sytuacja wydawała się beznadziejna. W końcu środowisko „Gazety Wyborczej” nie bez powodu całe lata urabiało opinię publiczną, że nie ma jednej prawdy, że wszystko jest względne, ważny jest kontekst i każdy ma swoje racje. Zacieranie odpowiedzialności, wmawianie opinii publicznej, że wszyscy mają grzechy na sumieniu (przypomnę tylko teksty o tym, jak żołnierze AK zabijali Żydów) oraz – z drugiej strony – że w każdym człowieku istnieją pokłady dobra, trzeba je jedynie wydobyć i wyeksponować (vide opowieści o ludziach honoru z Czesławem...
Leszek Misiak
Dr Szuladziński opracował na specjalnym programie komputerowym przebieg takiego zdarzenia w czterech wariantach, zakładając dwie prędkości – 10 m/s i 20 m/s – i dwa położenia samolotu w chwili zetknięcia się z ziemią: normalne i odwrócone. W żadnym z założonych wariantów symulacja nie wykazała rozerwania kadłuba na drobne części. Gdyby samolot uderzył – jak wynika z raportów MAK i Millera – z prędkością pionową 10 m/s w pozycji odwróconej, we wczesnej fazie uderzenia doszłoby do owalizacji i spłaszczenia kadłuba, a następnie do stałego odkształcenia się jego powierzchni w kilku miejscach (ilustracja nr 1). Nie byłoby jednak mowy o rozerwaniu poszycia i kadłuba. Jeśli Tu-154 zetknąłby się z gruntem z prędkością pionową dwa razy większą – 20 m/s – następstwa byłyby poważniejsze:...
Grzegorz Wierzchołowski
Dr Szuladziński opracował na specjalnym programie komputerowym przebieg takiego zdarzenia w czterech wariantach, zakładając dwie prędkości – 10 m/s i 20 m/s – i dwa położenia samolotu w chwili zetknięcia się z ziemią: normalne i odwrócone. W żadnym z założonych wariantów symulacja nie wykazała rozerwania kadłuba na drobne części. Gdyby samolot uderzył – jak wynika z raportów MAK i Millera – z prędkością pionową 10 m/s w pozycji odwróconej, we wczesnej fazie uderzenia doszłoby do owalizacji i spłaszczenia kadłuba, a następnie do stałego odkształcenia się jego powierzchni w kilku miejscach (ilustracja nr 1). Nie byłoby jednak mowy o rozerwaniu poszycia i kadłuba. Jeśli Tu-154 zetknąłby się z gruntem z prędkością pionową dwa razy większą – 20 m/s – następstwa byłyby poważniejsze:...
Leszek Misiak
Znali wynik przetargu przed jego rozstrzygnięciem Konieczność rozpisania przetargu na remonty główne polskich Tu-154M i ich ośmiu silników była spowodowana brakiem nowych samolotów dla VIP-ów. Skąd jednak przedstawiciele polskiej firmy Polit Elektronik (przedstawiciela na Polskę rosyjskiej firmy RAC „MiG”) już jesienią 2008 r., a więc kilka miesięcy przed rozstrzygnięciem ogłoszonego przez MON przetargu, wiedzieli, że ich firma wraz z MAW Telecom ten przetarg wygra i że remont będzie wykonywała konkretna rosyjska firma? Jak ustalił bowiem zespół parlamentarny – ludzie związani z Polit Elektronik poinformowali wówczas przedstawicieli firmy „Aviakor” z Samary o swoim zwycięstwie w przetargu i prawie do podpisania porozumienia w sprawie wykonania remontu polskich Tu-154M.  W...
Grzegorz Wierzchołowski
Znali wynik przetargu przed jego rozstrzygnięciem Konieczność rozpisania przetargu na remonty główne polskich Tu-154M i ich ośmiu silników była spowodowana brakiem nowych samolotów dla VIP-ów. Skąd jednak przedstawiciele polskiej firmy Polit Elektronik (przedstawiciela na Polskę rosyjskiej firmy RAC „MiG”) już jesienią 2008 r., a więc kilka miesięcy przed rozstrzygnięciem ogłoszonego przez MON przetargu, wiedzieli, że ich firma wraz z MAW Telecom ten przetarg wygra i że remont będzie wykonywała konkretna rosyjska firma? Jak ustalił bowiem zespół parlamentarny – ludzie związani z Polit Elektronik poinformowali wówczas przedstawicieli firmy „Aviakor” z Samary o swoim zwycięstwie w przetargu i prawie do podpisania porozumienia w sprawie wykonania remontu polskich Tu-154M.  W...
Antoni Rybczyński
Konsolidacja reżimu Dezercje z armii i porzucenie reżimu przez grupę wysokich oficerów i dyplomatów nie osłabiły potencjału Assada. Wręcz przeciwnie. Nie stały się, jak można było mieć nadzieję, początkiem erozji zaplecza prezydenta. W sierpniu 2012 r. Assad stwierdził, że odejście niektórych członków elity było „samooczyszczeniem”. Dziś ma wokół siebie tylko lojalnych ludzi: członków rodziny i alawickich oficerów bezpieki. Z wojska zbiegło ok. 10 proc. żołnierzy, a wciąż różnica sił reżimu i sił powstańczych jest jak 3 do 1. Nie wspominając już o różnicy w wyszkoleniu, dowodzeniu i uzbrojeniu. Assad sięgnął po lotnictwo i rakiety, a wzmocniona i szkolona przez Hezbollah i Irańczyków paramilitarna formacja shabiha sieje terror. Bez pocisków ziemia–powietrze i broni ciężkiej Wolna Armia...
Antoni Rybczyński
Projekt „Prezydent Iwanow” Był końcowy okres drugiej kadencji prezydenckiej Putina. Na następcę typowano ówczesnego 1. wicepremiera Miedwiediewa. Ale w lutym 2007 r. prezydent wyniósł do takiej samej godności Iwanowa. Kremlowska legenda mówi, że Putin obiecał w prywatnej rozmowie swojemu przyjacielowi jeszcze z czasów KGB, że to on będzie następcą. W sondażach i mediach czekista wyprzedził Miedwiediewa. Nieoczekiwanie jednak w listopadzie 2007 r. na nowego gospodarza Kremla Putin namaścił rywala Iwanowa. Miedwiediew został prezydentem, a Iwanow na cztery lata trafił do „kadrowej rezerwy”. Stanowisko wicepremiera w rządzie Putina i związane z tym realne wpływy z pewnością nie zadowalały człowieka przez lata uważanego za prawą rękę władcy Rosji i jego przyjaciela. Pod koniec 2011 r....
Filip Rdesiński
MUZYKA \ Chris Brown nagrywa   W czerwcu ukaże się najnowsza, szósta już płyta Chrisa Browna. Krążek jednej z największych gwiazd  R&B będzie nosił tytuł „X”. Wokalista wypuścił właśnie najnowszy singiel „Fine China”, promujący to wydawnictwo. Kawałek jest soulowy, melancholijny, a jednocześnie pokazujący pełnię wokalnych możliwości Browna.   WYDARZENIE \ Niedziela u Geyera   W Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi 21 kwietnia odbędzie się festyn „Niedziela u Geyera”. Osoby zwiedzające tego dnia muzeum, będą mogły obejrzeć za darmo wszystkie ekspozycje, wziąć udział w bezpłatnych warsztatach plastycznych, kiermaszu rękodzieła artystycznego oraz skorzystać z bezpłatnych porad kosmetycznych.   WYSTAWA \ Sport w II RP Muzeum Regionalne w Stalowej...
Filip Rdesiński
Płyta, jak na The Strokes przystało, dostarcza nam dużej dawki brzmień cofających nas w czasie o kilka dekad. Tym razem grupa nie idzie jednak, jak w poprzednich produkcjach, w typowo rockowe klimaty lat 70. Otrzymujemy krążek, na którym znajdziemy miks, jaki trudno odnaleźć gdzie indziej. Z jednej strony zespół bawi się dyskotekową stylistyką z końca lat 70., z drugiej robi riffowe wrzutki kojarzone z muzyką nowej fali. Typowe dla New Romantic brzmienia w stylu wczesnego Depeche Mode mieszają się z klasycznie punkową muzyką w klimatach The Ramones. Wokal krąży gdzieś pomiędzy stylistyką Blondie, jak w utworze „Happy Ending”, by za chwilę pociągnąć falsetem à la Be Gees lub zaśpiewami typowymi dla Roberta Planta z Led Zeppelin. Na „Comedown Machine” znajdziemy przesterowaną gitarę,...
Tomasz Terlikowski
Apologia „Poematu Boga-człowieka” W swoich najnowszych poszukiwaniach Socci zdecydował się bowiem sięgnąć po pisma Marii Valtorty, i to do tego stopnia, że powieść określić można „apologią Valtorty”, próbą przywrócenia jej Kościołowi i przekreślenia potępień, jakie nałożyły na jej pisma watykańskie urzędy. Włoski dziennikarz zresztą wcale tego nie ukrywa. Zarówno w rozmowach bohaterów powieści, jak i w podziękowaniach autorskich znaleźć możemy stwierdzenie, że chciałby on, by jego książka stała się początkiem procesu beatyfikacyjnego tej „mistyczki”, a także powrotu do jej pism. Decyzję tę można w jakimś stopniu zrozumieć. Postać włoskiej „mistyczki” jest fascynująca. Ta córka oficera kawalerii i nauczycielki francuskiego w wieku 23 lat została ciężko raniona przez włoskiego...
Maciej Parowski
Jak kiedyś „Gliniarz z Beverly Hills”, Ousmane powinien dostać się do świata high life’u, wymusić szacunek, a innych policjantów nakłonić do współpracy. Partnera zdobywa dzięki kłamstewku, jest nim nadęty playboy (Lafitte), pozer, podlizujący się szefowej z komendantury. Bezczelność, nieokrzesanie, cwane, choć pozaprawne tricki Ousmane’a, wprawiają tego karierowicza w przerażenie. Ousmane robi mu wstyd swymi błazeństwami, pali kontakty, naraża na ostracyzm. Ale też, co oczywiste, kolega z gorszej dzielnicy wzbudzi w śródmiejskim pajacu uznanie. Skłoni go do przyjęcia idei partnerstwa, do lojalności, bez czego nie ma dobrego policyjnego zespołu. Sama sprawa jest niewyszukana. Żona polityka oddawała się hazardowi w nielegalnych lokalach, narobiła długów, a lewa kasa na ich spłacenie...
Artur Dmochowski
W rezultacie powstał obraz ukazujący także mniej do tej pory znane strony osobowości Lecha Kaczyńskiego. Jest to m.in. zasługą doboru rozmówców, których wypowiedzi składają się na wielowymiarowy wizerunek charakteru, poglądów i działań tragicznie zmarłego Prezydenta. Ale oczywiście najsilniej przemawiają same obrazy. Najbardziej chyba poruszające są archiwalne wspomnienia ze strajku w Stoczni Gdańskiej w 1980 r. Nie mieliśmy dotychczas możliwości zobaczenia i docenienia faktycznego znaczenia w wydarzeniach sierpniowych młodego, 31-letniego eksperta od prawa pracy. Tymczasem zarówno jego specjalność, jak i fakt wcześniejszego zaangażowania w działalność opozycyjną w WZZ, niejako predestynowały go do odegrania w nich pierwszoplanowej roli, którą ukazują np. zdjęcia z wiecu w Sali BHP, na...
Marcin Wolski
Peru i Ekwador to marzenie każdego globtrotera. Kto był, ten wie, ile satysfakcji niesie spotkanie z pradawną kulturą Inków w magicznym Machu Picchu lub na uliczkach starego Cusco. Ile przeżyć dać może pływanie trzcinową tratwą po jeziorze Titicaca, przejazd koleją andyjską czy wędrówka indiańską ścieżką, z termosem wypełnionym  herbatką z liści koki dla poprawienia kondycji. Byłem, to wiem. Mogę wyznać, że wliczając typowe atrakcje turystyczne, zaliczyłem ich więcej niż Czerniecki – bo i lot nad rysunkami pustyni Nazca, i  noc spędzoną w Machu Picchu, i nurkowanie na baśniowych wyspach Galapagos. A jednak zazdroszczę autorowi „Ciszy”! Turystyka dzieli się bowiem na zorganizowaną i spontaniczną. W tej pierwszej wersji wszystko, choć niebywale atrakcyjne, jest przewidywalne,...
Piotr Lisiewicz
„W Nigerii mamy sporo przedsiębiorców. To ważne, żeby polski biznes się tam rozwijał” – tak powód wyjazdu Tuska do tego kraju 10 kwietnia objaśnił na łamach tejże „Gazety Wyborczej” politolog Wojciech Łukowski. Myślę, że z całą pewnością nie chodzi o żadne interesy Kulczyka. Wikipedia wśród głównych gałęzi gospodarki nigeryjskiej wymienia koczowniczy chów zwierząt oraz uprawy manioku, batatów i prosa. Ponoć maniok najlepiej przyjmuje się na orlikach.   Gdy ogłaszano raporty MAK i Millera, Tusk był tylko w Dolomitach, więc jest progresja, gdy chodzi o odległość. Gdzie czmychnie następnym razem? Do Australii? Odpada. Tam mógłby zderzyć się z dr. Szuladzińskim. W okolicy Australii do ukrywania nadaje się wyspa Bora Bora, ale to pomysł zły wizerunkowo, bo kojarzy się z jaskiniami Tora...
Antoni Łepkowski
Pisałem wtedy: „Mam Ją jeszcze przed oczyma. Trochę ponad miesiąc przed tragiczną śmiercią, na Nadzwyczajnym Zjeździe Adwokatury, 6 marca tego roku, zamieniłem z Nią dosłownie jedno, może dwa konwencjonalne zdania. Godzinę później Joanna wprowadzała na salę naszych obrad Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Staliśmy i klaskaliśmy i oczywiście nikt z nas nie sądził wówczas, że za niespełna czterdzieści dni obydwojga nie będzie już wśród nas”. Po trzech latach mogę tylko dodać, że przede wszystkim jako Polakowi, ale też jako adwokatowi przyszło mi w przypadku obu wspominanych w mym tekście wybitnych postaci boleśnie przekonać się o nieprzystawalności popularnych powiedzonek do skomplikowanej polskiej rzeczywistości. Oczywiste, że skutki dojmującej pustki na prezydenckim fotelu dotykają nas...
WIS
Wierny Putin, niewierny Bieriezowski Kilka dni po „samobójczej” śmierci Borysa Bieriezowskiego „Newsweek” publikuje paszkwil na jego temat. Jeden z ciekawszych fragmentów, czyli wypowiedź  rosyjskiego dziennikarza Leonida Parfionowa: „Putin  jest człowiekiem lojalnym, długo się przekonuje do ludzi. Lecz jak już komuś zaufa, nie porzuca go. A  Bieriezowski z dużą łatwością zamieniał przyjaciół we wrogów. Putin zrozumiał, że może zdradzić i jego”. Dość specyficzny rodzaj argumentacji. Putin jest wierny, ale w przypadku Bieriezowskiego, który – przypomnijmy – był jednym z promotorów Putina, nie musiał być wierny, bo przewidział, że Bieriezowski w przyszłości może być wobec niego niewierny. Tego nie wymyśliłby nawet Władimir Wołkow, autor kultowych książek o agenturach...
Tomasz Terlikowski
Zanim jednak przejdziemy do odpowiedzi, warto zatrzymać się nad pytaniami. A te są rzeczywiście ważne. Tytułowy Gunnar zauważa, że życie, choć przepełnione przedmiotami, dobrami materialnymi, a także kochającymi go ludźmi, jest... puste. Symboliczny jest obraz, gdy staje on przed pełną lodówką i wyznaje, że jadłby cokolwiek, byle tylko zapełnić pustkę, która jest w nim. Ale wokół niego nie ma nic takiego. Dni więc mijają, on sam z rosnącą niechęcią spogląda na przyjaciół i stawia sobie pytanie o sens, cel swojego życia, o to, jak osiągnąć spełnienie i szczęście. I wtedy przyjaciel wysyła mu zdjęcia mnichów koptyjskich, którzy emanują szczęściem. Szczęściem i spełnieniem, którego zarówno Gunnar, jak i jego ekipa potrzebują. I dlatego sam Gunnar, producentka w depresji, wyluzowany...
Robert Tekieli
Współczesna kultura – dla zarobku i z głupoty – jest morderczynią więzi. Rośnie znudzone pokolenie. Gromada ludzi unikających wysiłku. Pokolenie ludzi zaspokajających potrzebę relacji w rzeczywistości wirtualnej. Relacje zapośredniczone przez media są łatwe. Na czacie kłamstwo ma o wiele dłuższe nogi. Wychowujemy pokolenie miękkich maminsynków. Nadwrażliwców z wiotkimi mięśniami duszy. Smutnych w swej masie i bez charakteru. 35-latków mieszkających z mamusiami. Niezdolnych do wzięcia odpowiedzialności za siebie, a co dopiero za kobietę czy dziecko. Wychowujemy pokolenie ludzi z zaburzoną identyfikacją płciową. Ludzi, dla których normą jest chłop w Sejmie udający babę. W galeriach handlowych coraz częściej nie wiesz, czy istota w spodniach-rurkach przed tobą to chłopak czy dziewczyna. Dziś...
Krystyna Grzybowska
Tak zaprogramowana europejskość została skonstruowana na miernocie intelektualnej i moralnej, ale dysponującej siłą przebicia. Nieporównywalną z żadną inną siłą ludzkiego ducha i umysłu. Miernota już tak ma, demokracja umożliwiła jej wejście na szczyty władzy, co można obserwować w III RP. Do władzy doszły „słoiki”, młodzi i starsi wykształceni z wielkich miast, zachęceni szansą na społeczny awans poprzez ukończenie studiów. Wszystko jedno jakich, ale dyplomowych. Nie trzeba było reprezentować sobą jakichś większych talentów, wybitnej inteligencji czy dobrego wychowania (skąd go brać?), trzeba było tylko iść do przodu, nie oglądając się na straty. Zresztą dla kogo straty, dla tego straty. Rezygnacja z poczucia przyzwoitości, solidarności z ludźmi wykluczonymi i pogardzanymi przez...
Wojciech Wencel
Gdy w 1947 r. Józef Mackiewicz opublikował w tygodniku „Lwów i Wilno” artykuł „Dymy nad Katyniem”, w którym postawił tezę, że potwornego mordu na polskich oficerach mogli dokonać tylko bolszewicy, redakcja londyńskich „Wiadomości” zamieściła komentarz: „Wiedzieliśmy o tym od dawna, wie o tym cały świat, wiedzieli sędziowie z procesu norymberskiego, wiedzą sztaby i kancelarie dyplomatyczne, wiedzą dziennikarze i publicyści. To, że milczą – jest miarą ich upodlenia”. Milczenie jest miarą upodlenia także w sprawie Smoleńska. Dlatego tak ważne są świadectwa tych, którzy starają się zdzierać z tajemnicy 10 kwietnia 2010 r. płachty czerwonej farby. Przez trzy lata pojawiło się wiele takich świadectw: filmy i teksty dziennikarzy śledczych, artykuły niezależnych naukowców, raporty zespołu...
Ryszard Czarnecki
Wiwatom nie było końca. Stolica tego nieco ponad 3-milionowego kraju udekorowana była amerykańskimi flagami bardziej niż Waszyngton w czasie styczniowej inauguracji czteroletniej kadencji głowy państwa. Dziesiątki tysięcy Albańczyków krzyczały, setkom szczęśliwców udało się nawet Busha dotknąć, bo ochrona była może trochę mniej skrupulatna niż zazwyczaj. Dopiero gdy George W. Bush wrócił do hotelu, spostrzegł, że entuzjazm entuzjazmem, a na przegubie lewej ręki nie ma… zegarka. Skandal utajniono, żeby na szkle albańskiej miłości do Jankesów nie było tej wstydliwej, złodziejskiej rysy. Dopiero po pewnym czasie sekretarz stanu, czyli  szefowa MSZ USA Condoleezza Rice, wygadała się, że na ołtarzu zacieśniania stosunków z zachodnimi Bałkanami jej szef złożył własny czasomierz. ...
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski
Są to na ogół ludzie z dużą wiedzą teoretyczną, ale ze znikomym doświadczeniem duszpasterskim. W wyniku tej polityki personalnej, w bardzo licznym episkopacie Polski jest dziś zaledwie kilkunastu biskupów, którzy chociaż przez rok pełnili funkcję proboszcza parafii. A przecież na parafiach opiera się duszpasterstwo polskie. Skutek jest później taki, że wielu biskupów, mimo swoich dobrych chęci, nie rozumie problemów, z jakimi na co dzień borykają się proboszczowie, wikariusze czy katecheci. Niewiele pomogą tutaj wizytacje biskupie, bo często są one bardzo pobieżne. Przekonałem się o tym po raz kolejny trzy lata temu, gdy wizytujący biskup pomocniczy nie zadał księżom nawet zdawkowych pytań typu: „Jak się czujesz? Czy masz jakieś problemy? W czym ci pomóc?”. Zero empatii. Unikał też jak...
Rafał Ziemkiewicz
Przyczyny przedłożenia Nigerii ponad las pod Smoleńskiem, Wawel lub którekolwiek z miejsc, w których uznałby za swój obowiązek być w takim dniu każdy uczciwy szef państwa polskiego, muszą być inne. Może premier dostał maila: „Twój dziadek z Afryka Korps zostawił ci w spadku kopalnie diamentów, przywieź sto euro na koszty manipulacyjne”? Może w imię jedności partii pojechał prosić Nigeryjczyków, by zabrali do siebie z powrotem posła Godsona? A może będzie tam szukać fachowych wskazówek i instrukcji, jak zorganizować zimową olimpiadę, którą nam właśnie był obiecał? Zwłaszcza to ostatnie byłoby bardzo w jego stylu. Igrzyska Olimpijskie − w roku bodaj 2020 − nie są zresztą jedynymi, jakie rządząca partia nam urządza. Po raz nie chce mi się już liczyć który wysmażyła ona wniosek o...
Katarzyna Gójska-Hejke
Ci mniej zawzięci albo bardziej strachliwi pierzchli z placu boju – tak aktywni do niedawna członkowie komisji Millera, po opublikowaniu dokumentów ukazujących miejsce katastrofy tuż po jej zajściu, rozpłynęli się jak kamfora – pozostała garstka fanatyków, która z szaleńczym uporem rąbie nieszczęsnymi czaszkami w propagandowy mur. Ale wiele nie wytłucze – sprawa wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej jest już przesądzona. Nie jesteśmy jeszcze w stanie zrekonstruować każdej jej sekundy, ale mamy pewność, że jej propagandowa wersja jest nie do utrzymania. Kłamstwo smoleńskie przegrało. Teraz czas na prawdę. A później na sprawiedliwość. Szaleńcze spazmy w ostatnich tygodniach to znak, że druga strona też to wie.
Piotr Lisiewicz
To wiersz Artura Oppmana „Za jego trumną”, napisany po śmierci Bolesława Prusa w 1912 r. Pogrzeb pisarza był wielką narodową manifestacją na ulicach Warszawy. Poeta zwraca się do zmarłego:   Duchu żywiący! na twoim pogrzebie Skroś dzwonów bicia hejnał grzmiał pancerny, Naród czcił ciebie, a obaczył siebie, Iż jest, jak niegdyś, potężny i wierny – A ty tam w górze, za gwiazd nieboskłonem, Mocnego życia będziesz mu patronem.   Naród, który od stulecia z okładem był w niewoli, mający za sobą stratę dziesiątków tysięcy najlepszych ludzi w czasie powstań, poddawany rusyfikacji, policzył się na pogrzebie pisarza. Zobaczył, że jego historia ma kontynuację. Zrozumiał, że chce „żyć mocno”, podjąć dzieło ojców. 10 kwietnia – wstrętna hybryda odsłania twarz  ...
Marcin Wolski
Na krótki moment ulegliśmy iluzji, że może dzięki tragedii staniemy się lepsi, a każdy łotr okaże się tym dobrym łotrem. Przecież wojna polsko-polska miała być tylko grą. Na niby! Mówiło się: „Popyskują na sali sejmowej, połomocą w studiach telewizyjnych i pójdą razem na wódkę”. Otóż nie pójdą. Już nie! Ma rację Rymkiewicz twierdząc, że to, co pękło, już się nie sklei. Kiedy wreszcie oddadzą władzę, nie będą nazywani ludźmi honoru. Żmudna walka o prawdę stała się bowiem nie tyle rozpraszaniem mgły, ile topieniem pokrywy śnieżnej, a wyłonione spod niej brudy okazały się gorsze od najczarniejszych wizji. Wiedzieliśmy o przekazaniu dochodzenia w ręce Rosjan (rzec kuriozalna, ale pocieszano nas, że będziemy uczestniczyć jako pełnoprawni partnerzy), nie wyobrażaliśmy sobie, że nie będzie...
Tomasz Sakiewicz
To wszystko zasługa grupy niepokornych dziennikarzy, kilku polityków i rzeszy anonimowych społeczników. Mieli odwagę walczyć o prawdę i pamięć. Szczególne podziękowania należą się dziennikarzom „Gazety Polskiej” i wszystkich mediów z naszej grupy. Wielu z nich podjęło ogromne osobiste ryzyko, by zdobyć istotne materiały w sprawie Smoleńska. Niemal wszyscy byli stawiani pod pręgierzem rządowych mediów. Trzeba docenić ogromny wkład klubów „Gazety Polskiej”, organizujących manifestacje i inne uroczystości upamiętniające, i towarzyszących nam Solidarnych 2010. Szczególne podziękowania należą się kilku politykom: Jarosławowi Kaczyńskiemu, Antoniemu Macierewiczowi, Ryszardowi Czarneckiemu i Stanisławowi Pięcie, którzy wspierali nasze działania, często narażając się na niezrozumienie swojego...
Tomasz Łysiak
Wąwóz Kaudyński w italskich Apeninach idealnie nadaje się na pułapkę. Wiedzie do niego tylko jedno wejście, wewnątrz zaś nie ma żadnych ścieżek, które umożliwiałyby ucieczkę. Nie wiadomo więc, dlaczego obaj konsulowie – Spurius Postumius Albinus i Titus Veturius Calvinus – podjęli decyzję o przejściu przez ów wąwóz. Może zgubiła ich pycha? A może zawiódł zwiad? W każdym razie legiony pomaszerowały w idealnym szyku, z łomotem caligarum na kamieniach wyściełających dno. Nikt nie spodziewał się, że za chwilę dojdzie do klęski, która niechlubnie zapisze się w historii państwa założonego na siedmiu wzgórzach. Właśnie trwała druga wojna z Samnitami, prawdopodobnie był to rok 321 p.n.e. Wkrótce Wąwóz Kaudyński miał się stać synonimem nie tylko sromotnej porażki, ale także hańby i upokorzenia...
Dorota Kania
Ściek z Czerskiej Przed trzecią rocznicą tragedii narodowej, jaką była katastrofa 10 kwietnia 2010 r.,  antysmoleńska sekta przypuściła frontalny atak. Gdy skończyły się argumenty, zaczęły się inwektywy. Wystarczy przeczytać kilka felietonów z ostatnich dni głównych propagandystów „GW”, by się przekonać, jak gazeta, mająca na sztandarach hasło „tolerancja”, traktuje tych, którzy ośmielili się myśleć inaczej i mają własne zdanie. Publicyści z Czerskiej chcą stworzyć swoiste getto, gdzie najchętniej zamknęliby wszystkich, którzy chcą się dowiedzieć tego, co rzeczywiście stało się trzy lata temu w drodze do Katynia. Ci, którzy walczą z kłamstwem smoleńskim, mają być napiętnowani, wyśmiani i wyszydzeni. Mam jednak przykrą wiadomość dla spadkobierców idei i metod Komunistycznej Partii...
Leszek Misiak
W dokumentacji SKW winny być wyodrębnione dwa główne zasoby informacji: dotyczący zabezpieczenia remontu na terenie zakładów remontowych i kontroli jakości jego wykonania oraz zawierający wszelkie informacje dotyczące zagrożeń wywiadowczych i terrorystycznych, które mogły wiązać się z remontem samolotu. Wreszcie – podkreślają Kiciński i Kowalski – należało zlecić analizy, które ocenią dwie hipotezy główne. Pierwsza z nich mówi o tym, że nastąpiła zmowa urzędników i firm w celu przechwycenia kontraktu. Za wiarygodnością tej hipotezy przemawia jednoczesne działanie rosyjskich i polskich władz, np. przepisy dekretu Prezydenta Rosji z 16 stycznia 2009 r., które wykorzystano do sterowania przetargiem na remont polskich samolotów TU-154M, i wyeliminowanie przez stronę polską –...
Grzegorz Wierzchołowski
W dokumentacji SKW winny być wyodrębnione dwa główne zasoby informacji: dotyczący zabezpieczenia remontu na terenie zakładów remontowych i kontroli jakości jego wykonania oraz zawierający wszelkie informacje dotyczące zagrożeń wywiadowczych i terrorystycznych, które mogły wiązać się z remontem samolotu. Wreszcie – podkreślają Kiciński i Kowalski – należało zlecić analizy, które ocenią dwie hipotezy główne. Pierwsza z nich mówi o tym, że nastąpiła zmowa urzędników i firm w celu przechwycenia kontraktu. Za wiarygodnością tej hipotezy przemawia jednoczesne działanie rosyjskich i polskich władz, np. przepisy dekretu Prezydenta Rosji z 16 stycznia 2009 r., które wykorzystano do sterowania przetargiem na remont polskich samolotów TU-154M, i wyeliminowanie przez stronę polską –...