– Dziś nie ma ruchu... – orzekł właściciel interesu. – Dzień bez-imieninowy, niech pan, panie Benku, od razu podskoczy do niego...
Ten siwiutki i schludny staruszek lubił swego pomocnika....
Często wyglądało to mniej więcej tak. Zasłuchany szef w wyszmelcowanym kombinezonie, z uniesionymi na czoło okularami i palnikiem acetylenowym w rękach, a z ciemnego kąta szopy dochodził przyjemny...
– Jego zło... – mówił adwokat – posiada format! – Napomknął, iż w związku z nim sięgnął znów do Dostojewskiego.
Zdjął okulary, przecierać zaczął chusteczką. Oczy czerwone, królicze. Nieprzyjemna...
– Ten łajdak sprowadził sobie dziwkę – posłyszałem jej przenikliwy głos. – Chodźcie, zobaczcie! – nawoływała rodziców. – Zobaczcie ten rozkład moralny!
Zerwali się rodzice. Zerwałem się i ja....
Wkrótce oddział Mizerykordii powiększył się znacznie, stał się kompanią, a on dowódcą tej kompanii. Sprawny, wypróbowany w podziemnej wojnie oddział z dowódcą brawurowym, junackim i równocześnie...
Nigdy nie mówił o wojnie, okupacji. Dowiedziałem się przypadkiem od poety Jerzego Ficowskiego, że w jednym plutonie walczyli w powstaniu warszawskim. Adam został ciężko ranny, odznaczony Krzyżem...
– Won z łapami – powiedziała bez złości.
– Jeszcze tu wrócę – zapowiedział.
Odszedł w nowym mundurze miarowym krokiem żołnierza, skrzypiał butami. Sprawdził się w lustrze. Nieźle.
Szybko...
Pomijając już pozbawienie go jakiegokolwiek człowieczeństwa i zaliczenie do gatunku drapieżnych zwierząt, Siemionow przede wszystkim konkludował z ulgą, że nie ma już abreków. Skończył się ich...