Czarny Olek i Generał

– Won z łapami – powiedziała bez złości.
– Jeszcze tu wrócę – zapowiedział.
Odszedł w nowym mundurze miarowym krokiem żołnierza, skrzypiał butami. Sprawdził się w lustrze. Nieźle.
Szybko zorientował się w całości. Bufet pracowniczy dobrze zaopatrzony. Co kilka dni kupował pęto lepszej kiełbasy i puszkę ryby – sajry. Raz w tygodniu rzucali baleron, czasem boczek. Papierosy zawsze były. Przy pustce w sklepach i zakupach na kartki od mydła po kaszę, cukier i tłuszcz to Kanada. Zwiedzając rozległe piętra Pałacu, napotkał kolegę z wojska. Był kelnerem w pałacowym nocnym lokalu z fontanną. W zaciszu toalety wypili butelkę „Moskiewskiej” pod kabanosy. Kolega zwierzył się, że po różnych urzędowych bankietach wydawanych w restauracji sporo zakąsek i wódki pozostaje dla kelnerów do podziału. Powspominali stare dzieje i kolega ze swoich zapasów odstąpił mu karton carmenów.
– Mało się zmieniłeś – powiedział do Czarnego Olka i dłużej zatrzymał spojrzenie na jego czuprynie.
Olek zawstydził się trochę.
– Trzeba kombinować – wybąkał.
Farbował włosy i odrosty przy skórze bielały demaskująco.
Obowiązki w Pałacu miał lekkie. Stał w głównym hallu przy drzwiach i wpuszczał ludzi. Informował i pokazywał drogę do różnych tutejszych biur i instytucji. Miał oko na włóczęgów i żebraków, którzy nieraz mieli ochotę zakraść się do wnętrza i podrzemać sobie w cieple. Po godzinach pracy sprawdzał, czy wszystkie pomieszczenia są pozamykane należycie. Trochę musiał się najeździć windą po piętrach. Dwa razy zaszedł do kobiety w magazynie, ale zawsze siedział tam pucułowaty hydraulik, uznał więc całą sprawę za pozbawioną widoków. Kilka razy w miesiącu przybywały szkolne wycieczki z prowincji i zawoził dzieciaki windą na ostatnie piętro. Stamtąd roztaczała się rozległa panorama miasta i chłopcy z upodobaniem pluli na dół, a dziewczynki piszczały. Nieźle się zadomowił w Pałacu. A w grudniu wprowadzili stan wojenny. Wtedy co drugi tydzień pracował na...
[pozostało do przeczytania 81% tekstu]
Dostęp do artykułów: