WARUM?

Dodano: 02/03/2011

– Dziś nie ma ruchu... – orzekł właściciel interesu. – Dzień bez-imieninowy, niech pan, panie Benku, od razu podskoczy do niego... Ten siwiutki i schludny staruszek lubił swego pomocnika. Miał przecież z niego pociechę. Z Benka fachman był nie byle jaki. Jak to sam mówił: „Jeśli chodzi o bukiety, to tylko ja i jedna z Mokotowskiej, a tak nie ma od nas lepszych w te klocki”. Szczera to prawda. Złote do kwiaciarstwa ręce. A spokój miał Benek ze sobą już od roku. Nic go nie prześladowało i żadnych złych wspomnień. Teraz obejrzał się w lusterku, przygładził czarne, sterczące jak szczotka włosy i poszedł pod wskazany adres. – Fartu życzę! – rzucił za nim szef. – Co ma nie być... – odparł Benek. Po drodze kupił jeszcze lepsze papierosy, „Carmeny”. Niech sobie cudzoziemiec nie myśli, że z jakimś łachmytą ma do czynienia. Cudzoziemiec zajmował willę w ustronnej uliczce przy skarpie nadrzecznej. Willa była okazała. Ogródek malutki. Rzucił Benek fachowym okiem i już wiedział.

     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze