Kamieniołomy

– Jego zło... – mówił adwokat – posiada format! – Napomknął, iż w związku z nim sięgnął znów do Dostojewskiego.

Zdjął okulary, przecierać zaczął chusteczką. Oczy czerwone, królicze. Nieprzyjemna odsłona.

Od pewnego czasu z głębi sali, poprzez tańczące pary i zmienną grę świateł, dawał mi serdeczne znaki kolega z gimnazjum. Nie widziałem go wiele lat.

Zastosowałem płodozmian i opuściłem mecenasa. Chyba obaj byliśmy zadowoleni. Mecenas B. zmęczył się rozmową. Taki był czujny, napięty. Wyraźnie obawiał się moich nałogowych skłonności do opisywania.

Zasiedliśmy z gimnazjalnym kolegą na wysokich stołkach przy barze. Lekarz, z paszportem
[pozostało do przeczytania 86% tekstu]
Dostęp do artykułów: