Kamieniołomy

Dodano: 24/05/2011 - Nr 21 z 25 maja 2011

– Jego zło... – mówił adwokat – posiada format! – Napomknął, iż w związku z nim sięgnął znów do Dostojewskiego. Zdjął okulary, przecierać zaczął chusteczką. Oczy czerwone, królicze. Nieprzyjemna odsłona. Od pewnego czasu z głębi sali, poprzez tańczące pary i zmienną grę świateł, dawał mi serdeczne znaki kolega z gimnazjum. Nie widziałem go wiele lat. Zastosowałem płodozmian i opuściłem mecenasa. Chyba obaj byliśmy zadowoleni. Mecenas B. zmęczył się rozmową. Taki był czujny, napięty. Wyraźnie obawiał się moich nałogowych skłonności do opisywania. Zasiedliśmy z gimnazjalnym kolegą na wysokich stołkach przy barze. Lekarz, z paszportem amerykańskim, pierwsza wizyta w kraju od piętnastu lat. Przezywaliśmy go Ypsylon. Nie mam pojęcia dlaczego. Dopytywał się o losy rówieśników. Wymienił tych, z którymi już się widział. Najgorsze gnidy oblazły go zaraz po przyjeździe. Docent R. Dyplomata O. Dyrektor W. Musiałem mu tłumaczyć, co oznaczają gnidy w rozumieniu tutejszym. Nie wiem, czy zrozumiał.
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze