Pośmiertne dzieci SLD

Słabość lewicy popycha ją do współpracy z największym wrogiem, po czym następuje wypchnięcie postkomunistów z ich ostatnich bastionów. Dobrym przykładem jest sprawa władz telewizji. Wejście w koalicję medialną z Platformą umożliwiło odsunięcie PiS od sterów TVP, uratowało na pewien czas postkomunistów, a Platformie dało nowe strefy wpływów. Nie trzeba było jednak długo czekać na konsumpcję mniejszego partnera przez większego. Dziś SLD traci media publiczne. Podobna neutralizacja postkomunistów nastąpiła we władzach Warszawy.

Podkręcanie konfliktów

Jeżeli SLD nie znajdzie sposobu na wyjście z tej sytuacji, czeka go rychła zagłada. Doświadczenie polityczne Polski pokazuje, że najbardziej zagrożone unicestwieniem są zwykle partie trzecie. Taki los spotkał KPN, UW, UP, BBWR i innych. W przypadku SLD sprawa jest jeszcze trudniejsza, bo swój image SLD zbudował jako wpływowa partia władzy – to było ugrupowanie konformistyczne, a konformiści bez władzy długo nie wytrzymają.
Nie jest to oczywiście zły scenariusz dla Polski. Pozbawienie wpływów postkomunistów było zadaniem, na realizację którego czekaliśmy ponad dwadzieścia lat. Byłoby tak, gdyby nie część metod, które stosuje Platforma.

Po pierwsze, logika podkręcania konfliktu politycznego i łapczywego przejmowania eseldowskiego elektoratu prowadzi bowiem także do zaostrzania, a nieraz sztucznego kreowania konfliktów światopoglądowych. Stroną w nich nie jest nigdy Platforma – ta staje jakby ponad tymi sporami. Wybiera raczej metodę outsourcingu sporów ideologicznych. I jak prywatne korporacje coraz częściej zamawiają usługi na zewnątrz, rezygnując z tworzenia własnych działów informatycznych czy poligraficznych, tak PO wyprowadza sprawy światopoglądowe poza teren ściśle partyjny. Nie musi mieć antyklerykałów w klubie parlamentarnym, skoro wystarczająco zadbała o ich obecność w debacie publicznej. Od dziesięciu antykościelnych bojowników w Sejmie skuteczniejszy jest...
[pozostało do przeczytania 47% tekstu]
Dostęp do artykułów: