Bicie piany to nie nasza specjalność

Jedni trzymają się przekazu, a inni – zapewne większość – zmagają się z rzeczywistością i zastanawiają, jak żyć w dzisiejszej Polsce.

Podstawowy problem polega na tym, jak daleko te dwie sprawy się rozejdą. Czy można prującą się materię zafastrygować i dociągnąć z nią przez kolejne półtora miesiąca, a później „się zobaczy”? Widzimy uśmiechniętych polityków rządowych, którzy zapewniają o stabilności i wspaniałej sytuacji, w jakiej się podobno znajdujemy. A jednocześnie, w tym samym serwisie, słyszymy informacje o przekroczeniu kolejnych progów cen walut czy rekordowych spadkach na giełdzie. To wygląda na całkowite prucie. Przekaz jest kompletnie niewiarygodny.

W takim razie jaki powinien być przekaz drugiej strony?

Przez następne tygodnie trzeba stawiać władzy konkretne pytania. W ciągu ostatnich dwóch lat, w momencie przyciskania PO co do zasadniczych kwestii gospodarczych, odpowiedzią była tylko retoryka. Albo brutalna – typu „chcecie okradać walizki Polaków” czy „wyginiecie jak dinozaury”. Albo propagandowa: „jesteśmy zieloną wyspą”. Musimy przez tę skorupę przebić się jasnymi pytaniami o konkretne zagadnienia. Przykładem jest sprawa PKO BP. Pani prezes Beata Szydło zapytała w Sejmie, czy w warunkach zapaści na giełdach rząd ma zamiar sprzedać 15 proc. akcji banku. Uważamy, że własność publiczna w sektorach strategicznych jest nie tylko dopuszczalna, ale wskazana. Liberałowie twierdzą, że trzeba to sprywatyzować, ale powinni przecież wiedzieć, że są dobre i złe momenty do sprzedaży. W sprawie akcji PKO BP przycisnęliśmy ich na tyle, że po paru dniach Ministerstwo Skarbu Państwa wycofało się z oferty. Gdyby stało się inaczej, sprzedaż tych akcji w złym momencie przyniosłaby od 1,5 do 2 mld zł mniej niż pół roku temu.

To pokazuje, że pytania nie pozostają tylko pytaniami, ale przekładają się po prostu na realne korzyści dla Polaków.

U drugiej strony powodują...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: