Londyn - Rewolta niezakorzenionych

Dodano: 16/08/2011 - Nr 33 z 17 sierpnia 2011

Nie było też tak, że protesty wybuchły z przyczyn ekonomicznych. Zamieszki w Wielkiej Brytanii nie są jakąś społeczną rewolucją wykluczonych z nowoczesności czy modernizacji, pozbawionych dostępu do wykształcenia czy możliwości rozwoju. Przestępcy z Londynu (ale także innych miast) porozumiewali się przy pomocy nienależących do najtańszych telefonów BlackBerry oraz innych nowoczesnych i wcale nietanich gadżetów. Dzięki Facebookowi i Twitterowi przekazywali sobie bardzo fachowo przygotowane informacje, jak się kamuflować i unikać odpowiedzialności. Co więcej, nie okradali zazwyczaj sklepów z jedzeniem czy podstawowymi produktami, tych bowiem nigdy, także dzięki pomocy socjalnej, im nie brakowało, a dopadali raczej sklepy z markowymi ciuchami czy sprzętem elektronicznym. Słowem, trudno tu mówić o zamieszkach biedoty czy, tak lubianych przez lewicę, „społecznie wykluczonych”.Choroba cywilizacji zachodniej Takie postawienie sprawy nie oznacza, że nie istnieją społeczne
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze