Wojsko na wrotach od stodoły

Przestrogi ekspertów ds. bezpieczeństwa międzynarodowego spotykały się od 2008 r. ze zmasowaną krytyką polityków obozu rządowego. Dotychczasowy konsensus wokół polityki zagranicznej Polski został złamany. Rząd PO–PSL rozpoczął w 2008 r. wielki eksperyment w polityce zagranicznej i polityce bezpieczeństwa Polski. Rząd uznał, że aktywna i ambitna dotychczas polityka europejska i transatlantycka to wręcz imperialne mrzonki. Zdecydował zastąpić ją polityką realistyczną i pragmatyczną, która miała wprowadzić Polskę do głównego nurtu europejskiego. Wreszcie w 2010 r. rzucił hasło, że nic i nikt na nas nie czyha, a my z ufnością powinniśmy patrzeć w przyszłość. Ten złudny obraz świata i zwodnicza ideologia zostały dorobione do fatalnych działań wobec wszystkich instytucji zajmujących się bezpieczeństwem państwa. Rozpoczęto od rozpętania wojny z prezydentem o ograniczenie jego prerogatyw, aż w końcu dobrano się do sił zbrojnych.

Pod hasłem programu profesjonalizacji sił zbrojnych wojsko polskie zostało poddane znaczącym redukcjom i oszczędnościom. Poczynione zmiany nie spowodowały zwiększenia efektywności naszych sił zbrojnych w operacjach ekspedycyjnych, co dobitnie pokazuje sytuacja w naszej prowincji w Afganistanie. Stan sił powietrznych zaowocował kilkoma katastrofami lotniczymi, z których dopiero teraz rząd próbuje się rozliczyć. A zdolność naszej armii do spełnienia konstytucyjnego obowiązku, czyli ewentualnej obrony państwa, jest już zupełną zagadką.

Koncepcyjny galimatias

Wiele wskazuje, że grzechem pierworodnym obecnych problemów w dziedzinie bezpieczeństwa kraju jest fałszywe postrzeganie otoczenia międzynarodowego. Mimo ewidentnej od kilku lat dekoniunktury wokół Polski rząd PO–PSL nie dostrzega problemu. Nawet agresja rosyjska w Gruzji w sierpniu 2008 r. nie doprowadziła do trzeźwego spojrzenia na najbliższe otoczenie. Rząd nadal nachalnie przedstawia społeczeństwu różowy obraz świata i naszej pozycji. Zdaniem...
[pozostało do przeczytania 84% tekstu]
Dostęp do artykułów: