Koszty sami zapłacimy


Jeśli konsekwencją tego będzie konflikt polityczny w łonie struktur unijnych z Niemcami, Francją, Włochami czy Hiszpanią, to trudno. Ten koszt trzeba zapłacić. Oczywiście, będziemy nad tym ubolewali, ale uważamy, że to my mamy rację, a kwestie gazowe wykazały to wyraźnie. Rozumiemy, że interesy wielu innych państw są tego rodzaju, że zagrożenia, o których tu rozmawiamy, ich nie dotykają. I te państwa nie czynią nierozsądnie, nie zużywając swoich zasobów na rozwiązanie tych problemów. Ale chcielibyśmy, aby się nie dziwiły, że my swoje zasoby będziemy zużywali na realizację naszej polityki. I że będziemy się starali przyciągnąć także zasoby innych państw, bo nasz potencjał jest mniejszy niż rosyjski. Waga tych problemów jest tak duża, że jeśli nie uczynimy tego w łonie Unii Europejskiej, będziemy poszukiwali każdego innego sojusznika. Jeśli tym sojusznikiem zechcą być Amerykanie, to oczywiście lojalność polityczna Polski wobec Amerykanów prowadzących aktywną antyimperialną politykę wobec Rosji w Europie Środkowej będzie przewyższała lojalność wobec struktur unijnych, jeśli te będą prowadziły politykę zgodną z interesem Imperium Rosyjskiego. Co do tego nie powinno być wątpliwości. A myślę, że trzeba też pamiętać, że dążenie do wolności jest przyrodzonym dążeniem ludzkim. I nie liczyłbym, będąc na Zachodzie, że Polacy z niego zrezygnują. Nie zrezygnują z niego także Ukraińcy ani Gruzini. Jeśli zatem podstawowym dążeniem klasy politycznej, społeczeństw, narodów UE jest pokój i stabilizacja, to ten pokój i stabiliacja będą osiągnięte tylko w warunkach wolności.

Taki powinien płynąć z Polski przekaz? Tak my to widzimy?

Tak my to widzimy. Jeśli nie będzie wolności, nie będzie pokoju ani stabilizacji. Jeśli ktoś będzie groził naszej wolności, może również i nas przekształcić w burzycieli pokoju i stabilizacji. Jak powiedział minister Józef Beck w maju 1939 r.: „Polska nie zna pojęcia pokoju za wszelką cenę”. Straty polityczne...
[pozostało do przeczytania 17% tekstu]
Dostęp do artykułów: