Wymiar niesprawiedliwości

Jest duszne, sobotnie popołudnie. Stoję pod aresztem śledczym przy ul. Świebodzkiej we Wrocławiu, gdzie osadzono Grzegorza Brauna – reżysera, dokumentalistę, który w akcie protestu, wychodząc z sali rozpraw, trzasnął drzwiami. Nałożono na niego karę siedmiu dni aresztu za obrazę sądu. Wokół mnie jakieś sto, sto pięćdziesiąt osób. To protest przeciwko absurdalnie wysokiej karze

– Siedem dni aresztu za trzaśnięcie drzwiami?! Po siedmiu latach prowadzonej przewlekle sprawy?! Pytasz, czy to jest uczciwe. Ja za coś takiego dałbym najwyżej karę pieniężną, ale być może w ogóle bym nie dał – skomentował sprawę znajomy prawnik.
Karani i bezkarni
Pod aresztem upał nie do zniesienia. Co jakiś czas słychać głośne trzaśnięcie drzwiami. To symboliczny happening. Na chodniku stoi atrapa drzwi z napisem: „Sala Rozpraw”. Przed nimi kolejka ludzi. Każdy chce nimi trzasnąć na znak solidarności z Grzegorzem. Futrynę podtrzymuje dwóch mężczyzn, bo ludzie wkładają w to trzaskanie i serce, i siłę... Dlaczego trzaskamy? Bo to, co zrobiono Braunowi, uznajemy za nieuczciwe.
Ile takich nieuczciwości, które noszą wyraźne znamiona skorygowanych światopoglądowo wyroków, przychodzi na myśl, kiedy człowiek trzaska tymi symbolicznymi drzwiami? Choćby inny niedawny proces, protestujących przeciwko wykładowi postmodernisty ze stalinowską, bezpieczniacką przeszłością – Zygmunta Baumana. Sąd wymierzył im kary aresztu do 30 dni i grzywny do 6 tys. zł. Czy ten wyrok był uczciwy?
A umorzenie prokuratorskiego śledztwa w niemal identycznej sprawie w Poznaniu? Lewacka grupa LGBT nie dopuściła tam do wykładu „Gender – dewastacja człowieka i rodziny” ks. prof. Pawła Bortkiewicza. Sprawę umorzono, bo nikt, według prokuratury, jej nie zgłosił. A skoro tak, to czynu nie popełniono. Zachodzi więc jedna z kilku przesłanek do umorzenia: „Czynu nie popełniono lub brak danych dostatecznie uzasadniających popełnienie przestępstwa” – wyjaśnia mój rozmówca. Żelazna...
[pozostało do przeczytania 52% tekstu]
Dostęp do artykułów: