Tusk przed Trybunał Stanu

Magdalena Merta

Z bardzo dużym zadowoleniem należy przyjąć, że nie ma już, i nigdy nie będzie mowy o rzekomych naciskach czy też zasiadaniu za sterami kogoś, kto nie miał ku temu uprawnień. Przestaną być kolportowane kłamstwa na temat wpływu na przebieg lotu, czy to prezydenta Kaczyńskiego, czy generała Błasika.

Pewne rzeczy w tym raporcie nie są dla nas zaskoczeniem. Wcześniej wiedzieliśmy, że kontrolerzy z wieży na smoleńskim lotnisku prowadzili ten samolot na pewną śmierć. I raport Millera w pełni to potwierdził. Na pewno pozostaje bardzo dużo pytań, na które prawdopodobnie sama komisja nie zna odpowiedzi, ponieważ na spotkaniu z rodzinami ofiar unikała ich udzielenia.

Raport rozczarowuje, bo nie odnosi się w żaden sposób do teorii czy ustaleń do niego równoległych. Komisja zajęła bardzo twarde stanowisko, że nie jest od tego, by badać cudze domysły, ale by stawiać własne hipotezy.

Na spotkaniu z rodzinami zadałam też pytanie, jak mają się ustalenia komisji do ekspertyzy z Brukseli mówiącej o zbyt długim sygnale radiolatarni na lotnisku w Smoleńsku. Oprócz tego, że samolot był w fatalny sposób prowadzony przez kontrolerów lotu, to również otrzymywał fałszywe dane z radiolatarni. Do tego raport jednak się nie odniósł. Czy komisja nie miała nic w tej kwestii do powiedzenia? Dlaczego polska strona nie zauważa tego, co widzą inni eksperci?

Na pewno w raporcie starano się bardzo oszczędzać Rosjan. Sposób prezentacji raportu i atmosfera panująca podczas tego wydarzenia miały zupełnie inny charakter niż spektakl Tatiany Anodiny. Tutaj była to spokojna, nie do końca czytelna dla wszystkich relacja. Oszczędzono nawet pokazania tego baraku, który Rosjanie nazywają wieżą kontroli lotów, i kikutów z bieda-reflektorkami, które tam robią za oświetlenie lotniska. Uczciwie natomiast powiedziano, że nie działało 30 proc. tego oświetlenia.

Pozostało uczucie niedosytu i myślę, że mają je...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: