Przytomny sen wariata

Ale zamiast babrać się we własnych bebechach, reżyser opuścił konwencję dramatu psychologicznego i sięgnął po kino gatunków. Po kino katastroficzne. Katastrofizm to pojęcie worek. Kiedyś oznaczał postawę reprezentowaną m.in. przez Spenglera i Toynbeego, którzy przepowiadali zmierzch kultury Zachodu, przechodzenie jej w stadium cywilizacji, a potem upadek wywołany zanikiem twórczej żarliwości elit, wygodnictwem mas, spętaniem ludzi przez technikę i rozmyciem uczuć metafizycznych. To ostatnie eksponował nasz Witkacy. W latach 70. katastroficzne były filmy jak „Płonący wieżowiec”, „Zagłada „Posejdona”, „Trzęsienie. ziemi”, „Chiński syndrom”. Kino smakowało technologiczne porażki, ale i ostrzegało przed katastrofą, pokazując socjologię kraksy. Później w filmach takich jak „Deep impact” czy „Armagedon” oglądaliśmy hałaśliwie pokazaną katastrofę kosmiczną. W „Melancholii” von Trier łączy melodramat z – jednak – obrazem zagłady, ale daje kino szlachetnego rodzaju. Filmowe wesele psuje

     
37%
pozostało do przeczytania: 63%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze