Nietykalny

„Pan Bondaryk był przesłuchiwany w tej sprawie jako świadek. Śledztwo to było prowadzone przez ABW. Obejmując funkcję szefa agencji, by uniknąć posądzenia o brak bezstronności, pan Bondaryk podjął decyzję o przekazaniu akt tej sprawy do prokuratury” – mówiła w 2008 r. Magdalena Stańczyk, ówczesna rzeczniczka ABW. Śledztwo ostatecznie zostało umorzone w czasie, gdy ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym był Zbigniew Ćwiąkalski.

Na wieść o ujawnieniu faktu zatrzymania przez ABW Władysława N. na stronie internetowej Agencji pojawiło się oświadczenie: „Funkcjonariusze ABW wykonywali na polecenie Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku czynności procesowe. Polegały one na zatrzymaniu kilku osób, które wspólnie i w porozumieniu usiłowały wyłudzić dotacje unijne z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości w wysokości około 500 mln PLN”.

Nikt z zatrzymanych trzech osób nie został aresztowany – zostali oni zwolnieni po wpłaceniu poręczenia majątkowego w wysokości 3 i 4 tys. zł; wobec trzeciej zastosowano dozór policyjny.

Zrozumiałe pytania i wątpliwości budzi fakt, że sprawę prowadzi białostocka delegatura Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, gdzie przed laty Krzysztof Bondaryk był szefem. Na dodatek sama prokuratura przyznała, że ona jedynie nadzoruje sprawę, a śledztwo zostało wszczęte na podstawie materiałów ABW. Sprawa została pominięta przez mainstreamowe media, które nawet nie podjęły próby zbadania wszystkich wątpliwości pojawiających się w tej sprawie. Ostatnie publikacje pokazują, że szef ABW może liczyć na wyjątkowe względy mediów – gdy jego poprzedników rozliczano za rzekome „zbrodnie” – w przypadku Bondaryka nie ma żadnych reperkusji.

Audi szefa ABW

Kilkanaście dni temu „Gazeta Wyborcza” opisała sprawę odsunięcia od wszystkich śledztw warszawskiego prokuratora Andrzeja Piasecznego.

Od wielu miesięcy prowadził on wielowątkowe śledztwo w sprawie nieprawidłowości w...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: