Z tym kryzysem to pan przesadza

Szansa szansą, ale nie odbiera Pan dzisiaj tego trochę jak piętna na życiorysie?

Absolutnie nie. Myślę, że swoją robotę wykonałem. Poza tym żadnych kokosów się nie dorobiłem. Gdybym pojechał do Waszyngtonu, wróciłbym z dobrym autem i kasą. A tak, ciężko pracowałem od rana do wieczora. Gierka i innych rozmówców nigdy nie oszczędzałem. Starałem się twardo sprowadzać ich na ziemię.

Jeśli tak, to bujali w obłokach i zbytnio Pana nie słuchali...

Do kryzysu paliwowego w 1974 r. uważałem, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Kredyty były oprocentowane poniżej inflacji, a Amerykanie i Niemcy sprzedawali nam nowoczesne technologie. Dopiero gdy ceny ropy poszybowały w górę, okazało się, że strategię trzeba zmienić. Mówiłem wielokrotnie, że następuje rewolucja technologiczna i kupowanie energochłonnych i materiałochłonnych fabryk nie ma sensu.

A Gierek tymczasem budował „dziesiątą potęgę przemysłową świata”.


Moje rozumowanie było dla tych polityków zbyt trudne. Nie przyjmowali do wiadomości, że kupujemy technologię skonstruowaną w czasach tanich surowców i energii. Gierek wciąż mówił: zobacz, ilu bankierów stoi do mnie w kolejce z tanimi kredytami. Ostrzegałem, że to kredyty rzeczowe. Bardzo tanie, ale trzeba za nie kupować przestarzałe fabryki. I tak produkowaliśmy fiata 125p, który spalał 12–13 l na setkę.

Zachód szukał frajerów, brutalnie mówiąc. A ekipa Gierka z radosną pieśnią na ustach w tę pułapkę wpadała.

Niezwykle silne było lobby inżynierskie. Gierek sam był przecież inżynierem. Rozumował, że jeśli kupimy fabryki, to będziemy produkować samochody, lodówki, telewizory, których brakowało na rynku. Ludzie kupią wszystko z pocałowaniem ręki, bez zastanawiania się nad zużyciem benzyny czy prądu. Lobby inżynierskie z Tadeuszem Wrzaszczykiem na czele codziennie bombardowało Gierka ideologią zupełnie odwrotną do mojej....
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: