Z tym kryzysem to pan przesadza

Szansa szansą, ale nie odbiera Pan dzisiaj tego trochę jak piętna na życiorysie?

Absolutnie nie. Myślę, że swoją robotę wykonałem. Poza tym żadnych kokosów się nie dorobiłem. Gdybym pojechał do Waszyngtonu, wróciłbym z dobrym autem i kasą. A tak, ciężko pracowałem od rana do wieczora. Gierka i innych rozmówców nigdy nie oszczędzałem. Starałem się twardo sprowadzać ich na ziemię.

Jeśli tak, to bujali w obłokach i zbytnio Pana nie słuchali...

Do kryzysu paliwowego w 1974 r. uważałem, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Kredyty były oprocentowane poniżej inflacji, a Amerykanie i Niemcy sprzedawali nam nowoczesne technologie
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: