Oni mogą wszystko!

Zjawiają się atrakcyjna pani prokurator (Ostaszewska) i znużony glina (dawno nieoglądany Bukowski). Kiedyś mieli romans. Przyjeżdża też żona Telaka, dziwnie nieporuszona, opanowana (Stenka). Sprawa wygląda na rutynową, trzeba ustalić chronologię wejść i wyjść z pokoi, pójść tropem wzajemnych oskarżeń podejrzanych.

Ale dociekliwość dawnej pary sprawia, że rychło wykroczymy poza miejsce i czas zdarzenia. Wszak rzecz dzieje się w Polsce, wracają nierozliczone lata 80. Szybująca nad Krakowem kamera, ciągły szmer SB-ckich komunikatów przypominają, skąd przybyliśmy i kim jesteśmy.

Pani prokurator coraz częściej spotyka się na rynku z komisarzem, a jej mąż (Adamczyk) zaczyna się niepokoić, słysząc w słuchawce hejnał mariacki, kiedy żona jest w pracy. Bardziej denerwuje się demoniczny prezes (Seweryn), który z powodu dociekliwego śledztwa nie wyleci do tropików, i jego totumfacki zastępca (Pieczyński). Ten jeździ czarną terenówką, bez pytania odbiera ze szkoły córkę pani prokurator i wyśle do akcji osiłka, który nadwyręży kości zbyt dociekliwemu gliniarzowi w toalecie policyjnej knajpy.

Idziemy tu tropem spraw wyrywkowo znanych z polskiego kina. Identycznymi zaszłościami zajmowały się „Gry uliczne” Krauzego, podobne fundamenta III RP pokazywały obrazoburcze, ale przytomne „Psy” Pasikowskiego. Te same sprawy usiłowały rozmazać, złagodzić filmy połowiczne, żałosne, jak „Korowód”, „Rysa”, czy nawet „Różyczka”. Żeby się w tym rozeznać, bohaterowie docierają i do starego gliniarza (Grabowski), i do obsesyjnego tropiciela SB-ckich zbrodni (Stroiński), wreszcie do pełnego goryczy, ale idealistycznego pracownika IPN (Woronowicz).

Film pokazuje to trochę po amerykańsku. Gliniarz jest znużonym pijakiem pożyczonym od Chandlera, a zarazem osobnikiem zdolnym podjąć rękawicę i trud moralnego przezbrojenia. Nikt nie może wszystkiego – rzuca w twarz ostrej wcześniej pani prokurator, kiedy ta, zastraszona, ma chwilę załamania. Amerykańskie...
[pozostało do przeczytania 28% tekstu]
Dostęp do artykułów: