Tutejszy Meresjew

Dodano: 16/03/2011 - Nr 11 z 16 marca 2011

Gęsta jucha, coś w tym było, bo przecież tak gładko udawała mu się kanada, nigdy nawet nie drasnęła go kulka bahnschutza. A zachowywał się tak wyzywająco. To właśnie on postraszył w uliczce pod cegielnią aspiranta policji granatowej, psa na kiciarzy. Postraszył spluwą, skarcił za gorliwość, aspirant klęczał i błagał o życie; Najstarszy przegnał go kopniakiem. Długo o tym rozprawiano, co strachliwsi policjanci kłaniali mu się z uniżeniem. Skończyła się wojna. Przy szczęśliwickiej wagonowni powieszono konfidenta, na parowozach powiewały biało-czerwone chorągiewki, kaliskimi innymi torami nadal przejeżdżały transporty, teraz radzieckie i polskie z okupowanych Niemiec. Najstarszy nie wycofał się z kolejowej roboty, idą transporty, mówił, trzeba je pruć. Ryzyko teraz dużo większe, milicja i wojsko urządzali na niego zasadzki, wychodził z tego cało, ale obręcz się zacieśniała, co zresztą wzmagało w nim chęć do szczególnie śmiałych skoków. Zdobyczny towar przechowywał u swojej kochanki Plum-
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze