Niedźwiedzie i kibole

A Polacy mają szczególnie pod górkę. Od dwudziestu lat wrzucani są do zachodniego stawu, w którym wodę już dawno wymienili rewolucjoniści obyczajowi. Walczący z krzyżem heroldowie cywilizacji śmierci. Do tego od dwudziestu lat nie mogą wyrwać się z łap rewolucjonistów bolszewickich i lepkich łapek ich potomków. A ostatnimi czasy proces likwidowania kolejnych obszarów wolności zdecydowanie przyspieszył.

Kiedy „Donald, matole” śpiewało kilkudziesięciu fanów Jagiellonii, białostocka policja pokazała, na co ją stać. Policjanci ze strzelbami w ręku zamknęli na komisariatach 43 mężczyzn. Ci zdążyli wcześniej krzyknąć jeszcze: „Precz z komuną”. Kiedy na Łazienkowskiej tydzień wcześniej parę tysięcy kibiców śpiewem definiowało poziom umysłowy premiera, pies z kulawą nogą się nie pofatygował, by ich pozamykać.

Identycznie jest, gdy przyjeżdża do Warszawy pięć tysięcy mężczyzn z kilofami: mogą krzyczeć, co chcą, gdzie chcą. I na takim właśnie poziomie chyba można zdefiniować dzisiejsze możliwości Rzeczpospolitej. Jedna dywizja, parę tysięcy chłopa wystarczy, by zbrojne ramię państwa nie miało ochoty na ofensywę. To na temat bezpieczeństwa wewnętrznego. Co do zewnętrznego. Eksperci wojskowi dowodzą, że polskie wojsko ma siłę na skuteczne obstawienie 15 proc. wschodniej granicy. A pomoc z NATO przyjdzie dopiero po dwóch tygodniach.

A przecież jest o co powalczyć. Trener mistrzów Polski, Holender Robert Maaskant: „Jeżdżąc na mecze wyjazdowe, poznawałem kraj, wydaje mi się, że jesteście do niego zbyt negatywnie nastawieni, bo ludzi z zewnątrz potrafi zachwycić”. Panie Robercie, to nastawienie nie wzięło się samo z siebie. Lata pracy tak zwanych elit, starających się zarządzać Polakami za pomocą pedagogiki obciachu. Wmawiania nam siermiężnej drugorzędności. Oskarżania o zapóźnienia wobec postępowych, przodujących krajów. Na szczęście młodzi w swej masie nie mają już kompleksów. Jeżdżą po świecie. Widzą, że jesteśmy normalni.

Jedną z...
[pozostało do przeczytania 55% tekstu]
Dostęp do artykułów: