Tuskolandia bez granic

Reality show

Znany, lubiany polityk, rozpoczynający swoją drogę ku sławie od udziału w programie „Agent”, wpisuje się dobrze w korowód ogranych w telewizji twarzy, które PO chętnie przyciąga na listy. W końcu posłem Platformy jest już piłkarz Roman Kosecki, politykiem został kabareciarz Tadeusz Ross, dzięki PO w parlamencie jest Janusz Dzięcioł, zwycięzca innej niż Arłukowicz produkcji TVN – programu Big Brother. To zresztą prawdopodobnie nie koniec plejady nazwisk. Kilka tygodni temu na Śląsku gruchnęła wieść, że tamtejsze listy Platformy zasili inny bohater pierwszej edycji Big Brothera Klaudiusz Sevkowic, który dziś zajmuje się prowadzeniem telewizyjnych programów kulinarnych. Donald Tusk zdążył przyzwyczaić wyborców do tego, że w polityce naprawdę o niewiele chodzi, o nic, prócz utrzymania władzy i niedopuszczenia do niej najważniejszego z konkurentów. Poglądy gospodarcze, kompetencje, wizja Polski, kwestie światopoglądowe – ten sposób myślenia o kryteriach doboru polityków jest z punktu widzenia strategów PO, delikatnie mówiąc, archaiczny i – idę o zakład – budzi u nich uśmiech politowania. Zresztą jakie znaczenie mają osobiste poglądy czy dorobek kandydata, jeśli o tym, co robi (i myśli) partia, decyduje lider, a szeregowi posłowie są tylko armią potrzebną w sejmowych głosowaniach do wypełniania woli politycznej kierownictwa partii? A między głosowaniami niektórzy z nich (ci, którzy przejdą partyjne przeszkolenie) mają występować w mediach, by recytować to, co dostaną sms-em w „przekazach dnia” od zatrudnionych przez partię ekspertów od propagandy? Przykuwanie uwagi widzów, rozbudzanie emocji, przykrywanie medialne spraw niewygodnych, eksponowanie korzystnych – to przecież elementarz partyjnej strategii w mediokracji, które zna już chyba najbardziej szeregowy poseł.

Lewica, prawica? Władza

W rządzeniu chodzi o bezpieczne trwanie i niedopuszczenie do powrotu do władzy partii Jarosława...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: