Boliwia - Kolejny socjalista w tarapatach

Kolejny socjalistyczny miraż

Po objęciu władzy nowy prezydent znacjonalizował kluczowe sektory gospodarki – przemysł naftowy, energetyczny, górnictwo, niekiedy nie wypłacając nawet odszkodowań wywłaszczonym przedsiębiorcom. Znacząco podniósł płacę minimalną. Rozpoczął rozdawanie ziemi bezrolnym chłopom. Podobnie jak Hugo Chavez skorzystał z międzynarodowej koniunktury surowcowej. Dzięki niej kilkukrotnie zwiększył dochody eksportowe, przy jednoczesnym utrzymaniu niskich subsydiowanych cen na rynku krajowym. Pod niektórymi względami znalazł się w czołówce światowego socjalizmu. W ubiegłym roku upaństwowił system ubezpieczeń, równocześnie obniżając wiek emerytalny do 58 lat. Na polu ideologicznym pozostał wiernym wyznawcą Che Guevary do tego stopnia, że po 40 latach aresztował boliwijskiego generała odpowiedzialnego za jego śmierć.

Lewicowymi eksperymentami Morales zyskał sobie krótkotrwałą popularność. Jej apogeum przyniósł rok 2009, gdy ponownie wybrano go prezydentem przy poparciu 64 proc. wyborców, a jego partia zdobyła 2/3 miejsc w parlamencie. Sielanka skończyła się jednak znacznie szybciej niż w Wenezueli. Boliwia nie posiada tak wielkich zasobów surowców, które można by przejadać przez dłuższy czas. Kłopoty gospodarcze przyspieszył też wybuch światowego kryzysu.

Wybuch niezadowolenia

Nacjonalizacja wypłoszyła z kraju inwestorów. Sztuczne zaniżanie cen paliw nadwyrężyło finanse państwa i spowodowało rozkwit przemytu do sąsiednich państw. Pod koniec 2010 r. rząd został zmuszony do częściowego wycofania się z dotychczasowej polityki. Obniżenie subsydiów spowodowało gwałtowny (70–80 proc.) wzrost cen paliw i 20 proc. artykułów żywnościowych. W niektórych miastach pojawiły się niedobory podstawowych produktów. Wszystko to w okresie świąt Bożego Narodzenia.

Związki zawodowe, dotychczas stanowiące żelazny elektorat prezydenta, natychmiast ogłosiły strajki w całym kraju....
[pozostało do przeczytania 51% tekstu]
Dostęp do artykułów: