Węgry - Konstytucja wartości

Jazgot i nagonki

Szef węgierskiej lewicy Attilla Mesterhazy oświadczył, że uczyni wszystko, aby po kolejnych wyborach parlamentarnych przywrócić dawny status quo (do tego trzeba jednak konstytucyjnej większości, jest więc to zapowiedź mało realna). Głosy potępienia napłynęły oczywiście z Parlamentu Europejskiego.

Najgłośniej protestują liberałowie. Ich szef, Guy Verhofstadt, nazwał węgierską ustawę zasadniczą „koniem trojańskim autorytaryzmu w UE”. Swoje trzy grosze dorzuciła także Amnesty International. Organizacja uznała, że nowa konstytucja Węgier narusza europejskie i międzynarodowe standardy praw człowieka. Zwłaszcza w kwestii aborcji, małżeństw homoseksualnych i kary dożywotniego więzienia bez możliwości zwolnienia warunkowego.

Brytyjski „The Guardian” alarmował, że „Unia Europejska powinna wysłać sygnał do rządu Węgier, demontującego zasady prawa i podważającego zasady kultury politycznej”. Włoska „La Repubblica” zauważyła, że konstytucja stawia na pierwszym planie „wiarę i kult korony św. Stefana, narodowego symbolu wykorzystywanego przez sprzyjające nazistom reżimy Horthy’ego i SzČlasiego”. Niemiecki „Sueddeutsche Zeitung” skomentował: „Wizja bycia narodem wybranym pośród państw Europy zawsze była niszczycielska dla całego kontynentu”. Dziennik nazwał konstytucję „wyniosłą”.

Oburzenie międzynarodowej elity wobec konstytucji Fideszu i Chrześcijańskiej Partii Ludowej jest zrozumiałe. Boi się ona, by za czas jakiś, przy sprzyjających okolicznościach, nie znalazła naśladowców w innych krajach Europy. Tymczasem nowa konstytucja Węgier została uchwalona przez reprezentantów narodu zdecydowaną większością głosów (262 spośród 386 mandatów w Zgromadzeniu Narodowym). Co więcej, Fidesz skonsultował projekt ustawy z obywatelami, wysyłając do każdej węgierskiej rodziny kwestionariusz z 12 pytaniami.

Na ankietę odpowiedziało kilkaset tysięcy osób. To fakt, którego nie można bagatelizować lub...
[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: